O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
piątek, 27 stycznia 2006
Kto winny? Pasażer

źródło: DZIEŃ DOBRY [27.01.06]

Za co można pociągnąć do odpowiedzialności pasażera pojazdu? Legnicka policja chce, aby siedzący obok pasażerowie ponosili karę za jazdę z pijanym kierowcą. Towarzysząc prowadzącemu na dwóch gazach, akceptują łamanie prawa - argumentują funkcjonariusze.

Po pomysłach konfiskowania samochodów jeżdżącym po kielichu to kolejna kontrowersyjna inicjatywa, która ma wpłynąć na ograniczenie liczby pijanych kierowców i poprawę bezpieczeństwa na naszych drogach.

Tego brak w kodeksie

- Nie ma jakiegoś określonego katalogu zachowań karalnych, któremu podlegają pasażerowie pojazdów. Artykuł 96 kodeksu wykroczeń mówi, że odpowiedzialność ponoszą m.in. osoby, które mając świadomość, że kierowca jest pijany, udostępniają mu swój pojazd albo nakłaniają nietrzeźwego do kierowania - informuje nadkomisarz Urszula Durczyńska z wydziału prawnego małopolskiej policji.

Legniccy policjanci nie zamierzają oczywiście karać każdego pasażera, który zostanie złapany na jeździe z pijanym kierowcą. Karze mieliby podlegać ci, którym zostanie udowodnione, że ich zachowanie doprowadziło do zajęcia miejsca za kierownicą przez osobę pijaną.

Zależy od kierowcy

- Wyjątek stanowi wydarzenie, kiedy policjant, bez względu na to, czy jest na służbie, czy też poza nią, dopuści do kierowania pojazdem osobę pod wpływem alkoholu. W takim przypadku zawsze można go pociągnąć do odpowiedzialności - tłumaczy nadkomisarz Urszula Durczyńska.

Czego jeszcze nie wolno pasażerowi? Oczywiście, jeździć z niezapiętym pasem bezpieczeństwa. Kierowca jest jednak zobowiązany zwrócić mu na to uwagę. Kara może także spotkać pasażera, jeśli swoim zachowaniem spowoduje, że kierowca doprowadzi do kolizji lub wypadku.

- Jeśli jednak w pojeździe oprócz kierowcy i pasażera nie ma innych świadków, kwestia udowodnienia winy spoczywa na kierującym - mówi nadkom. Durczyńska.

19:57, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 stycznia 2006
Policyjne dokumenty znaleziono na wysypisku

źródło: RZECZPOSPOLITA [25.01.06]

Komendant wojewódzki policji w Łodzi zlecił podjęcie działań zmierzających do wyjaśnienia, w jaki sposób dokumenty należące do jednej z powiatowych komend policji znalazły się na wysypisku śmieci - poinformował PAP w czwartek rzecznik łódzkiej policji podinsp. Tomasz Klimczak. "Dokumenty te należały do jednej z komend powiatowych w Łódzkiem. Nie są to dokumenty poufne, a jedynie jest to korespondencja między jednostkami policji dotycząca ruchu drogowego" - wyjaśnił Klimczak.

21:50, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2006
Złodziej dragów z CBŚ chciał obrobić całą Polskę

źródło: ŻYCIE WARSZAWY [23.01.06]

Kradzież heroiny z magazynu w Łodzi była tylko wstępem

Policjant CBŚ, który okradł magazyny narkotykowe w Łodzi i stolicy, szykował kolejne skoki. Sposób, w jaki chciał ich dokonać, był by natchnieniem dla hollywoodzkich scenarzystów.

- Trudno uwierzyć w to, co zrobił Przemysław K. - opowiada jeden z oficerów CBŚ. - By ukraść narkotyki ze stołecznego magazynu, przez kilka miesięcy poznawał panujące w Warszawie zwyczaje. Prowadził śledztwo - zupełnie jakby rozpracowywał gangsterów. W rzeczywistości rozgryzał zabezpieczenia policyjnego magazynu.

Wyniki miał dobre

Przemysław K., 38-letni były podoficer łódzkiego CBŚ, jest sprawcą jednej z największych kompromitacji "polskiego FBI". Wiosną ub.r podczas spalania zarekwirowanych narkotyków z łódzkiego magazynu CBŚ okazało się, że zamiast 20 kg kokainy i 24 kg heroiny w paczkach jest proszek do pieczenia i cappuccino. Oszustwo odkryli sami funkcjonariusze i zaczęli szukać "kreta", czyli zdrajcy działającego w elitarnej formacji.

Nikt nie podejrzewał Przemysława K., bo ten miał bardzo dobre wyniki. - Niedługo przed odkryciem kradzieży odebrał przestępcom półtora kilograma kokainy. Tymczasem był na tyle bezczelny, że mimo wybuchu afery przygotowywał się do kolejnej kradzieży. Tym razem w Warszawie - opowiada oficer KGP.

Ustaliliśmy, że Przemysław K. wpadł na pomysł obrobienia warszawskiego magazynu na przełomie 2004 i 2005 r. Zaczął bardzo starannie poznawać zwyczaje policjantów z ul. Okrzei. Dzięki legitymacji policyjnej mógł swobodnie poruszać się po budynku - zaczął rysować jego plany. Starał się też zaprzyjaźnić z warszawskimi policjantami, a jednocześnie dyskretnie penetrował ich pokoje w poszukiwaniu kluczy do specjalnych szafek. - Nie mógł sforsować jednej z szaf, więc razem ze wspólnikiem kupili od policji identyczną i przez kilka tygodni rozpracowywali jej zamki.

Nauczyli się dyskretnego i błyskawicznego jej otwierania. - Zdobyli też szyfr wejściowy do magazynu - opowiada jeden ze śledczych.

Wszystko dla dobra

Przemysław K. przekonywał wszystkich, że rozpracowuje grupę handlarzy z Warszawy. Pomagała mu jego koleżanka z pracy Marzena K. Kobieta zwróciła się nawet do warszawskiego wydziału o możliwość zebrania próbek narkotyków. Rzekomo w czasie swojego śledztwa ustaliła, że kokaina ze stolicy miała pochodzić z tego samego źródła, co ta zabezpieczona przez łódzkich policjantów, w tym Przemysława K.

W rzeczywistości zadaniem Marzeny K. było rozpoznanie, gdzie w magazynie stołecznego CBŚ leżą duże, przez co najcenniejsze, partie narkotyków.

Między sierpniem a wrześniem 2005 r. Przemysław K. zrealizował swój plan. Pokazując policyjną legitymację wszedł do budynku przy ul. Okrzei, otworzył drzwi do magazynu i zabrał pakunek z kokainą. Na jej miejsce podłożył proszek do pieczenia. Był przekonany, że kradzież nie wyjdzie na jaw, bo narkotyk był już przeznaczony do spalenia. To ustaliła jego koleżanka z pracy. Skradziona kokaina na czarnym rynku warta była co najmniej 250 tys zł.

Chcieli więcej

Po udanym skoku na warszawski magazyn Przemysław K. razem ze swoimi kumplami z gangu postanowili obrobić jeszcze kilka magazynów CBŚ w Polsce. Na celownik wzięli m.in. Gdańsk, Wrocław i Śląsk, gdzie spodziewali się dużych ilości narkotyków. Nie udało się, bo na jesieni zostali zatrzymani. Przemysław K. wpadł, gdy jego koledzy z łódzkiego CBŚ zarządzili badania wariografem (wykrywaczem kłamstw), by udowodnić, że nie mają nic na sumieniu. Przemysław K. i Marzena K. nie zgodzili się na takie badania. Kilka tygodni później podoficer został zatrzymany.

Przemysław K. nie przyznał się do zarzutów. - Został aresztowany, podobnie jak cywil Michał M. Jedna osoba ma dozór policyjny. Nie wiadomo, co się stało z narkotykami - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury w Łodzi.

Akt oskarżenia ma być gotowy w ciągu kilku miesięcy. Wiadomo, że narkotyki wróciły do gangów i zostały już sprzedane. Śledczy będą musieli sprawdzić, czy poza kradzieżami narkotyków Przemysław K. nie chronił narkogangsterów. Niewykluczone, że ostrzegał przestępców. Ci w zamian wystawiali mu konkurentów. Dzięki temu mafiosi czuli się bezkarni, a policjant mógł się chwalić wynikami.

20:05, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 stycznia 2006
Śląska policja zgubiła 5 tys. tajnych i poufnych dokumentów

źródło: GAZETA WYBORCZA KATOWICE [19.01.06]

W Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach w ciągu 40 lat zginęło ponad 5 tys. tajnych i poufnych dokumentów - od notatek o użyciu psa służbowego po wykaz tajnych informatorów. - Przez lata nikt nie sprawdzał archiwów - przyznał gen. Kazimierz Szwajcowski, szef śląskiej policji, który zlecił gigantyczną kontrolę

Gen. Szwajcowski zlecił kontrolę we wszystkich wydziałach komendy wojewódzkiej w Katowicach, w oddziałach prewencji w Bielsku-Białej i Częstochowie oraz w kompanii antyterrorystycznej. Jest pierwszym komendantem w historii polskiej policji, który polecił zbadać archiwa, zawierające tajne i poufne dokumenty zgromadzone przez poprzedników. Kontrolerzy sprawdzają teraz rejestry i szukają każdej wpisanej do nich kartki papieru.

- Wiemy już, że brakuje około 5 tys. dokumentów. Najstarszy pochodzi z 1962 r., a najmłodszy sprzed pięciu lat - powiedział nam podinspektor Maciej Lech, pełnomocnik komendant wojewódzkiego do ochrony informacji niejawnych. Nieoficjalnie wiadomo, że rekordowe braki stwierdzono w wydziale kryminalnym.

Najwięcej zaginionych dokumentów pochodzi z czasów Milicji Obywatelskiej, dla której większość produkowanych w komendzie papierów miała specjalne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Tak było np. z wydanym w 1979 r. zleceniem zakupu i rachunkiem za telewizor marki Rubin dla wydziału techniki operacyjnej. Ten dokument był tajny, bo wydział zajmował się podsłuchiwaniem i robieniem zdjęć przestępcom. Równie tajna była sporządzona w 1984 r. notatka o użyciu przez jednego z milicjantów psa służbowego do pościgu za złodziejem czy też przysłany z komendy w Gdańsku meldunek o tym, że w lipcu 1986 r. do aresztu w Katowicach przewieziony zostanie podejrzany o oszustwa Zygmunt K. Pieczęć "tajne" widniała także na sporządzonym przez jednego z oficerów rozliczeniu biletu tramwajowego. Milicjant zwracał się w nim o zwrot kosztów, które poniósł w czasie śledzenia podejrzanego.

- Zaginęły głównie takie dokumenty. Podejrzewamy, że ktoś je zniszczył, ale tego nie odnotował, lub po prostu przełożył w inne miejsce - mówi podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik prasowy śląskiej policji. Zniknęły też pochodzące z lat 90. zakresy obowiązków pracy dla co najmniej kilkudziesięciu funkcjonariuszy.

W każdym takim przypadku policja kieruje do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ta umarza jednak śledztwa. - Te sprawy uległy bowiem przedawnieniu - tłumaczy prokurator Grzegorz Ocieczek, szef katowickiej prokuratury. - Dzisiaj większość takich dokumentów jest w policji zupełnie jawna - dodaje.

Jak na razie śledztwo wszczęto tylko w jednym przypadku. Dotyczy ono zaginięcia z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą wykazu informatorów (zawierał ich inicjały oraz ujawniał nazwy firm, na temat których przekazywali oni informacje). Wszystko wskazuje na to, że został on wyniesiony z komendy w 2001 r., kiedy śląskim garnizonem kierował gen. Mieczysław Kluk. W tej sprawie zarzuty niedopełnienia obowiązków przedstawiono już trzem oficerom, którzy w tym czasie odpowiadali za rejestr.

- Teraz nadzór nad obiegiem tajnych dokumentów jest tak ścisły, że ich zaginięcie jest raczej niemożliwe - zapewnia podinsp. Gąska.

Co dzisiaj policja utajnia?

- stenogramy i kasety z podsłuchów

- zdjęcia i filmy wykonane w trakcie operacji specjalnych

- materiały dotyczące zakupów kontrolowanych

- wykazy policyjnych informatorów

- notatki z rozmów z informatorami

- dokumenty przekazane przez służby specjalne

12:39, jimmy11
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2006
Przyjaciele Microsoftu

źródło: PULS BIZNESU [19.01.06]

Policja przepłaci ponad 2 mln zł za kupno komputerów, bo spodobały jej się pełne prawa do programów Office. Rozrzutność uzasadniona?

Kolejne duże zakupy komputerowe Policji w związku z integracją z Unią Europejską i kolejne kontrowersje. Rok temu opisywaliśmy zamówienie na prawie 4 tys. komputerów z osprzętem warte blisko 40 mln zł, z którego wyrzucono niemal wszystkich oferentów. Niektórzy oskarżali policję o ustawienie przetargu. Teraz Komenda Główna Policji (KGP) kupuje 3,9 tys. pecetów i równie skrupulatnie przebiera w ofertach. Z przetargu wyrzucono bowiem niemal wszystkich chętnych (10 z 12). Powód: zdaniem komisji przetargowej odrzucone firmy zaproponowały "złe" licencje Microsoftu. Odrzuceni są oburzeni. Uważają, że zaoferowali to, co chciała Policja. Ponieważ to cała śmietanka polskich firm IT, kontrowersje gotowe - bo albo renomowane spółki nie znają się na rzeczy, albo coś tu nie gra.

Bez ostrzeżenia

W przetargu wpłynęło 12 ofert w kwotach od 16 do ponad 20 mln zł. Zapis o wymogach dotyczących oprogramowania od razu wywoływał wątpliwości. Stąd formułowane wprost pytania oferentów, czy zamawiający dopuszcza zaoferowanie tzw. licencji OEM dla oprogramowania biurowego (Office). Pytanie zasadne, bo ten rodzaj licencji jest dużo tańszy, ale ważny tylko dla oprogramowania kupowanego razem ze sprzętem (jak w tym przypadku).
Taka licencja w tym przetargu była lepsza, ponieważ poza niższą ceną to był przetarg na sprzęt razem z oprogramowaniem. Licencja OEM uprawnia do wykorzystania programów na tych komputerach w taki sam sposób, jak inne licencje - mówi jeden z uczestników postępowania.

Policja nie chciała odpowiedzieć wprost na pytanie, jakiej licencji sobie życzy. To dziwne, gdyż powinno jej zależeć na dużej liczbie dobrych ofert, a nie odpowiadając wprost na pytania, mnożyła wątpliwości.

Było wiele pytań sformułowanych mniej więcej tak: "Czy KGP dopuszcza rozwiązanie MS Office w wersji OEM". Policja nie odpowiadała wprost: "Tak" lub "Nie" tylko: "Zgodnie z zapisami SIWZ". Poza tym nie zakwestionowała licencji OEM w przypadku systemu operacyjnego Windows, a licencje OEM nie przeszkadzały jej w przypadku przetargu sprzed roku - mówi kolejny z oferentów.

Brak precyzji świadczy o złych intencjach. Policja wystrzelała nas bez strzałów ostrzegawczych, a nawet upomnienia: stój, bo strzelam - mówi kolejny nasz rozmówca.

Efekt: odrzucenie 10 ofert, w tym od takich firm jak Computerland, Comarch, Softbank czy Prokom.

Pański gest

Wyrzucając z przetargu 10 firm, Policja pozbawia się możliwości wyboru najtańszej oferty (za 16 mln zł), wybierając ofertę za 18,2 mln zł. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, bo można spodziewać się protestów i odwołań do Urzędu Zamówień Publicznych, a potem skarg do sądu. Konkurenci wskazują, że za 2 mln zł, które Policja wyda na pełną licencję, mogłaby kupić tysiąc komputerów więcej. Najbardziej powinien cieszyć się polski Microsoft, do którego trafi gros z tych 2 mln zł. Komentarz? Co na to KGP?

14:40, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 stycznia 2006
Korupcja w pomorskiej policji

źródło: RMF FM [18.01.06]

Nad ranem - jak dowiedziało się RMF FM - zatrzymano 3 policjantów, podejrzanych o współpracę z mafią paliwową. Razem z nimi wpadł biznesmen, który przekazywał im łapówki. Funkcjonariusze pracowali w dwóch komendach - w Malborku i Kwidzynie.

Sprawa ma związek ze śledztwem krakowskiej prokuratury apelacyjnej, a dotyczącym mafii paliwowej. Zatrzymani funkcjonariusze ostrzegali paliwowych baronów o planowanych działaniach policji.

Cała trójka pracowała w wydziałach ruchu drogowego, a to pozwalało im m.in. na zabezpieczenia transportów z podrobionym paliwem, które przewożone było z miejsc jego produkcji do stacji benzynowych. Policjanci wiedzieli też, gdzie na drogach stoją kontrole Inspekcji Transportu Drogowego i z urzędów celnych (wówczas samochody kierowali na inną trasę).

Zatrzymani wzięli łącznie kilkadziesiąt tysięcy złotych łapówek. Wg naszych informacji to dopiero początek zatrzymań w policji - w najbliższych tygodniach w tej sprawie aresztowanych ma być jeszcze kilkunastu policjantów w całej Polsce.

niedziela, 15 stycznia 2006
Szef rudzkiej policji podał się do dymisji

źródło: GAZETA WYBORCZA KATOWICE [13.01.06]

Edward Trocha, szef komendy miejskiej w Rudzie Śląskiej, na własną prośbę odszedł z policji. Do dymisji podał się także jego zastępca Szczepan Neniczka. W kierowanej przez nich jednostce stwierdzono bowiem wiele nieprawidłowości

Obaj oficerowie przestaną kierować komendą w niedzielę. Oficjalny powód to przejście na emeryturę. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że w kierowanej przez nich jednostce kontrola komendy wojewódzkiej wykryła wiele nieprawidłowości. Chodziło przede wszystkim o ukrywanie przez policjantów z II komisariatu zgłaszanych przez ludzi zawiadomień o popełnionych przestępstwach. Dzięki temu funkcjonariusze poprawiali sobie statystykę i dostawali nagrody za dobre wyniki. Kiedy sprawa wyszła na jaw, komendant komisariatu odszedł na emeryturę, a Trocha podniósł mu uposażenie. Na wniosek szefa śląskiej policji zajęła się tym prokuratura. O sprawie pisaliśmy kilka tygodni temu.

W trakcie kontroli okazało się także, że komendant Trocha zostawiał na noc na policyjnym parkingu swój prywatny samochód. Funkcjonariusze musieli go pilnować.

W poniedziałek nowym szefem rudzkiej policji zostanie młodszy inspektor Mirosław Górniak, dotychczasowy zastępca komendanta z Siemianowic Śląskich.

11:06, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2006
Wyrzucony za pijaństwo przyjęty do policji

źródło: PAP [12.01.06]

Widok jednego z przyjętych do służby krośnieńskich policjantów poruszył mieszkańców tego miasta, gdyż ten stróż porządku nie sprawdził się wcześniej w miejscowym oddziale straży granicznej - pisze "Gazeta Lubuska".

Uroczyste przyjęcie nowych policjantów do służby odbyło się 29 grudnia 2005 roku. Były uściski dłoni i stwierdzenie, że w tym roku, po wprowadzeniu nowego systemu naboru, do szeregu trafili najlepsi z najlepszych. Na 70 wolnych miejsc zgłosiło się 1,5 tys. chętnych. Skomplikowaną drogę do munduru przebyło 46.

A czy wiecie, że jednego z tych najlepszych wyrzucono ze służby w tym samym resorcie za pijaństwo? - zapytał gazetę przekornie krośnianin. Według jego informacji jeden z nowych funkcjonariuszy był wcześniej pogranicznikiem. Pełnił służbę na przejściu w Gubinie. W 2000 roku podróżni powiadomili przełożonych, że odprawia ich pijany funkcjonariusz...

To prawda, ten funkcjonariusz został wydalony ze służby - przyznaje rzecznik prasowy lubuskich pograniczników Mariusz Skrzyński. Powodem rzeczywiście był alkohol. Wiadomość, że były kolega jest policjantem spowodowała małe zamieszanie także wśród strażników granicznych. Pojawiła się nawet informacja, że musiał zataić wpadkę z przeszłości.

Wiemy, że ten funkcjonariusz został wydalony ze straży, ale pięć lat to spory czas i nie powinniśmy go przekreślać - tłumaczy decyzję policji Agata Sałatka z gorzowskiej komendy wojewódzkiej. Z tego co wiem przez te pięć lat człowiek ten nie miał problemów z alkoholem. Nie było też powodu, aby nie skierować go do służby w Krośnie.

Zgodnie z praktyką kandydaci trafiają do pracy w komendach najbliższych ich miejscu zamieszkania. Policjant po przejściach pełni na razie służbę kandydacką i każda wpadka oznacza jego wykluczenie z policyjnych szeregów.

Dariusz Wyrwa z Komendy Powiatowej Policji w Krośnie stwierdził, że jednostce nic do przeszłości policjanta. Weryfikacja kandydatów odbywa się w Gorzowie i w szkołach policyjnych. Oni dostali już tych wybranych.

23:16, jimmy11 , inne
Link Komentarze (2) »
Łapówka za wyciszenie sprawy

źródło: GAZETA WYBORCZA WROCŁAW [12.01.06]

Policjant z Kamiennej Góry wziął trzy tysiące złotych łapówki od zakonnicy zatrzymanej na jeździe traktorem po pijanemu - twierdzi jeleniogórska prokuratura

Zakonnica miała 3,5 promila alkoholu we krwi. W 2004 roku została skazana na karę grzywny i zakaz prowadzenia samochodów. Pierwsza z łapówek wręczona została przy okazji procesu o jazdę traktorem po pijanemu - trzy tysiące złotych.

Sebastian K., policjant z sekcji patrolowej jeleniogórskiej komendy, obiecał wyciszenie sprawy. Miał zadbać o to, by o terminach rozpraw nie dowiedziały się media ani zakonni przełożeni siostry. Żoną policjanta jest wiceprezesem kamiennogórskiego sądu. Wykorzystał sytuację, że znali go pracownicy sądu, i uprosił kierownika sekretariatu, żeby wezwania na rozprawy do zakonnicy nie były wysyłane pocztą. Sam je zawoził.

Tymczasem w sierpniu 2005 siostra znowu siadła za kierownicę - tym razem auta. Ruszyło śledztwo, a policjant powtórnie zaproponował pomoc. Znów domagał się trzech tysięcy. Jednak tym razem zakonnica zawiadomiła prokuraturę. Sebastian K. został oskarżony o płatną protekcję.

wtorek, 10 stycznia 2006
Mobbing w KPP w Wodzisławiu?

źródło: IFP [10.01.06]

Śląski Komendant Wojewódzki Policji polecił dokładne wyjaśnienie sytuacji w Komendzie Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Decyzja ta podyktowana została sygnałami o nieprawidłowościach, jakie miały mieć miejsce w prowadzonych tam postępowaniach dyscyplinarnych. Informacje takie dotarły do KWP w Katowicach w grudniu ub.r. i od tego czasu prowadzone jest postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Zarówno wyniki uzyskiwane dotąd przez wodzisławskich policjantów, jak i badania atmosfery pracy w tej jednostce, które wiosną ub.r. przeprowadzili psychologowie z KWP w Katowicach, nie dawały podstaw do niepokoju. Także absencja chorobowa i ilość wakatów w tej komendzie nie odbiegają od średniej wojewódzkiej. Obecnie wnikliwie badane są zarzuty podnoszone przez funkcjonariuszy wodzisławskiej komendy, jak również kwestie dotyczące prawidłowości prowadzonych tam postępowań dyscyplinarnych. Powtórzone zostaną także niebawem badania psychologiczne oraz skontrolowana zostanie problematyka przechowywania i pobierania broni służbowej. Czynności te mają na celu przede wszystkim zapewnienie w tamtejszej jednostce odpowiedniej atmosfery pracy.

20:47, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered