O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
czwartek, 23 lutego 2006
Stracš pracę za przyjęcie łapówki

źródło: KWP we Wrocławiu [21.02.06]

5 grudnia o godzinie 1.22 do dyżurnego Komendy Miejskiej Policji we
Wrocławiu zatelefonował mężczyzna, który poinformował, że dwaj
funkcjonariusze przyjęli od niego 50 zł łapówki.

Tej samej nocy policjanci z Inspektoratu Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu ustalili funkcjonariuszy, którzy mieliby przyjąć korzyść majątkową i zebrali szereg niezbędnych materiałów.

Całość tego samego dnia policjanci przekazali do Prokuratury Rejonowej Wrocław Psie Pole.

21 lutego 2006 roku prokurator przedstawił nieuczciwym funkcjonariuszom zarzuty przyjęcia korzyści majątkowej. Zostaną oni dyscyplinarnie zwolnieni ze służby.

środa, 22 lutego 2006
Policyjni wartownicy: ze złodziejem to nie do nas

źródło: GAZETA WYBORCZA [22.02.06]

Dwaj mężczyźni doprowadzili złodzieja torebki do Komendy Stołecznej Policji. - Jesteśmy tylko wartownikami - usłyszeli od policjantów przy wejściu do Pałacu Mostowskich. - Dzwońcie na 997! Wartownicy nie skuli złodzieja kajdankami, nie wezwali patrolu przez radiostację. Przez prawie godzinę przyglądali się, jak młodzi ludzie mocują się z przestępcą

Nie chce mi się w to wierzyć - mówi "Gazecie" zszokowany podinspektor Jacek Kędziora, szef stołecznej policji. Ale historia, choć rzeczywiście nieprawdopodobna, jest najzupełniej prawdziwa.

W czwartek koło ósmej wieczorem do kobiety czekającej na autobus na przystanku pod ratuszem przy pl. Bankowym podbiegł złodziej. Próbował wyrwać jej torebkę. Nie udało mu się. Przyszedł jej z pomocą przypadkowy świadek. Złodziej rzucił się do ucieczki, świadek za nim. Razem z kolegą dopadli przestępcę pod znajdującym się sto metrów dalej kinem Muranów. Chcieli oddać go w ręce policji.

Jeden z obrońców kobiety zszedł do pobliskiej stacji metra, szukając policjantów. Znalazł tylko strażnika z metra, który podpowiedział mu: - Przecież obok jest Komenda Stołeczna Policji.

Pałac Mostowskich, siedziba komendy, znajduje się jakieś 50 metrów od kina. Młodzi mężczyźni zaciągnęli tam złodzieja. Razem z nimi poszła napadnięta kobieta.

Recepcja komendy była już nieczynna (pracuje do godz. 17), ale przed budynkiem i w środku przy elektronicznej bramce stali policjanci, którzy przez całą dobę pilnują budynku. Mają kajdanki, pałki i krótkofalówki.

Pan Marcin (to on ujął przestępcę) opowiada: - Ten złodziej wyrywał się, wygrażał. Było nerwowo. Chcieliśmy, żeby policjanci go zatrzymali, założyli mu kajdanki, przeszukali. Ale oni zachowywali się tak, jakby nie wiedzieli, co robić.

Policjanci mieli powiedzieć: - My jesteśmy tylko wartownikami. Musicie panowie zadzwonić na 997.

Jest to numer pogotowia policyjnego. Też mieści się w Pałacu Mostowskich, choć w nowym, dobudowanym skrzydle.

Mężczyźni zadzwonili więc na policję - stojąc w jej poczekalni. Patrolowi przyjazd do własnej komendy stołecznej zabrał około 50 minut. Dopiero ci policjanci, którzy przyjechali, założyli kajdanki złodziejowi i go zabrali.

- To przykład patologii, z którą trzeba walczyć - komentuje Władysław Stasiak, wiceminister spraw wewnętrznych nadzorujący policję, były wiceprezydent Warszawy. - Pokazuje, jak wiele jeszcze przed nami do zrobienia. Trzeba szkolić policjantów, ale także karać. Musimy pokazać, że nie tolerujemy takich zachowań.

- Poleciłem już szczegółowe wyjaśnienie - mówi "Gazecie" stołeczny komendant Jacek Kędziora. - Na razie nie chcę wskazywać winnych, ale takie postępowanie jest niedopuszczalne. Ubolewam nad tym, co się stało, bo bardzo zależy nam na współpracy ze społeczeństwem - podkreśla.

Od kilku miesięcy w stołecznej komendzie trwa program pod nazwą "Reaguj. Powiadom. Nie toleruj!", który ma promować postawy obywatelskie. Policja namawia mieszkańców Warszawy, by nie przechodzili obojętnie obok przypadków naruszenia prawa.

Oto cytat z policyjnej strony internetowej: "Jeśli jesteś świadkiem zdarzenia, zareaguj i powiadom!! Nie ma nic gorszego od zobojętnienia i braku zdecydowanej reakcji na wszelkie przejawy zła".

- Jeżeli tylko ci dzielni panowie się zgodzą, będziemy chcieli im podziękować i jakoś uhonorować za tę postawę. No i przede wszystkim serdecznie przeprosić - mówi komendant Kędziora.

09:37, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lutego 2006
Policjanci wraz z ordynatorem wyłudzali kasę

źródło: RMF FM [21.02.06]

5 policjantów i ordynator Szpitala MSWiA w Kańsku w Zachodniopomorskiem - to nietypowy zespół, który zajmował się wyłudzaniem pieniędzy za koszty leczenia fikcyjnych dolegliwości. Wszystkich zatrzymano.

Mechanizm działania był prosty. Najpierw funkcjonariusze przekupywali lekarza, by ten skierował ich do szpitala. Po wirtualnym leczeniu wyłudzali od ubezpieczyciela zwrot kosztów pobytu w szpitalu - wycenianych nawet na 200 złotych dziennie. Twierdzili bowiem, że z własnej kieszeni musieli płacić za drogie leki i kosztowne zabiegi dodatkowe.

22:02, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Kick bokser trzęsie policjantami

źródło: PAP [21.02.06]

Jako organizator dyskoteki, razem ze swoimi ochroniarzami, wyżywa się na uczestnikach imprez. Bije, kopie, tłucze. Niestety, za żaden z dokonanych rozbojów nie został skazany, bo policja odradza ofiarom składanie doniesień - pisze "Super Express".

Krzysztof Pucyk jest etatowym pracownikiem łukowskiej policji. Robi szkolenia, prowadzi rekrutację. Ocenia. Obok komendy ma salę w której uczy sztuk walki. Także recydywistów, których zatrudnia, jako ochroniarzy w dyskotece w oddalonym o 10 km od Łukowa Trzebieszowie.

26-letniego Daniela Raka z Trzebieszowa ludzie Pucyka pobili dwa razy. Po pierwszym miał pęknięty bębenek uszny. Do dziś niedosłyszy. Sprawa została umorzona. Ale nie odpuszczał. Razem z ojcem Krzysztofom Rakiem pisali skargi do lubelskiej prokuratury i policji.

Ludzie Pucyka grozili nam, że jak nie damy sobie spokoju, to pożałujemy - opowiada Krzysztof. I - jak informuje dziennik - dotrzymali słowa. W kwietniu 2005 roku pobili Daniela po raz drugi.

To byli ludzie Pucyka, a on sam się temu przyglądał. Policjant, który przyjechał na miejsce powiedział: "Zrobiliście co swoje, rozejdźcie się, ja się nimi zajmę" - opowiada mężczyzna.

Podobnych spraw - według gazety - jest około 10. Wielu pobitych, do których dotarł "Super Express", nie odważyło się pokazać twarzy. Z Pucykiem nikt jeszcze nie wygrał - mówią.

---

więcej w artykule Super Expressu

21:58, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lutego 2006
Przestępcy w mundurze

źródło: PAP [20.02.06]

Sąd aresztował poznańskiego policjanta i jego wspólnika. Mężczyźni wymuszali od kierowców pieniądze za rzekome przekroczenie dozwolonej prędkości - ujawnia "Głos Wielkopolski".

Wiele wskazuje na to, że funkcjonariusz poznańskiej Sekcji Zabezpieczenia Miasta i były policjant tej formacji brali od kierowców pieniądze za rzekome przekroczenie prędkości. Poruszali się Fordem Mondeo, w którym zainstalowane było urządzenie mające przypominać wideorejestrator. Wmawiali kierującym, że przekroczyli dozwoloną prędkość, żądali pieniędzy.

Mogli działać od roku. Oszukali przynajmniej kilkanaście osób. W piątek podejrzani wpadli w ręce stróżów prawa. W ich aucie - jak się dowiedziała gazeta nieoficjalnie - znaleziono kilka paczuszek pełnych banknotów.

- Sprawcy działali na trasie Poznań-Września. Od początku przypuszczaliśmy, że mogą to być nasi "koledzy" - opowiadają funkcjonariusze. - Polowaliśmy na nich, ale zawsze byliśmy krok za nimi. Gdy w piątek we Wrześni pewna kobieta zgłosiła kolejne oszustwo, wszystkie patrole zaczęły wypatrywać Mondeo. Raz nawet ich mijaliśmy, kiwnęli nam ręką na pozdrowienie. Po kilku sekundach zorientowaliśmy się, że to mogą być oszuści. Zawróciliśmy, zatrzymaliśmy ich. Wtedy okazało się, że jeden z nich jest w czynnej służbie, drugi został wyrzucony.

Sprawcy, oszukując, korzystali z mundurów. Nie wiadomo, czy mieli wspólników. Jeden z ujętych legitymował się swoją legitymacją służbową, drugi fałszywką - kserem dokumentu, który został mu zabrany. Został on wyrzucony z policji za żądanie łapówki. Ma wyrok w zawieszeniu. Na początku 2004 roku - o czym informowaliśmy - pełniąc służbę ze strażnikiem miejskim na Starym Rynku w Poznaniu zażądał pieniędzy za przymknięcie oka na wykroczenie. Gdy sprawca wykroczenia dał mu gotówkę, zażądał więcej pokazując czapkę i mówiąc, że "orzełek też chce jeść".

Funkcjonariusze trafiš do aresztu c.d.

ciąg dalszy historii opisanej tutaj

źródło: KWP Wrocław [20.02.06]

19.02.2006 roku Sąd Rejonowy Wrocław Śródmieście zastosował wobec funkcjonariusza, podejrzanego w sprawie o pobicie sprawcy kradzieży z dnia 27.11.2005 roku, środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju.

Decyzją Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu do czasu zakończenia postępowania przygotowawczego, starszy posterunkowy - funkcjonariusz z Komisariatu Policji Wrocław Krzyki, został zawieszony w wykonywaniu obowiązków służbowych.

piątek, 17 lutego 2006
Telewizja nagrała przyjęcie łapówki przez policjanta
źródło: GAZETA KRAKOWSKA [17.02.06]

To odprysk osławionej w powiecie chrzanowskim wojny między jedną z firm holowniczych a policją - mówią jedni. - Lepkie ręce i głupota policjanta - twierdzą inni. Jedno jest pewne - 35-letni Krzysztof L. w tym roku mógłby przejść na policyjną emeryturę. Mógłby, gdyby nie zdarzenie sprzed jedenastu miesięcy, przez które nie tylko stracił mundur, ale i dobre imię.


Nakręcony

Cała Polska mogła obejrzeć wtedy w telewizji Polsat, jak w zamian za niezabranie dowodu rejestracyjnego uczestnikowi kolizji, ten dostarcza w umówione miejsce olej warty 300 złotych. Transakcję sfilmowali dziennikarze i wyemitowali w programie "Interwencja". Byłemu policjantowi grozi za to do 10 lat pozbawienia wolności. Koledzy po fachu Krzysztofa L. przebąkują - to efekt prowokacji firmy holowniczej, z którą policjant pozostawał w konflikcie. Z jego oświadczeń, złożonych przedwczoraj przed obliczem sądu, wynika, że właśnie tę linię obrony przyjął oskarżony. Czy rzeczywiście była to zemsta holowników, czy może lepkie ręce policjanta?

A może - jedno i drugie? 7 marca 2005 roku w rejonie Manisk na drodze wojewódzkiej nr 780 dochodzi do kolizji. Zderzają się dwa samochody. BMW kierowane przez Artura R. i polonez, za kierownicą którego siedział Sebastian W. Na miejsce przyjeżdża patrol ruchu drogowego. Jest w nim Krzysztof L. Sprawcę kraksy policja kara mandatem, ale nie zatrzymuje mu dowodu rejestracyjnego. Z materiału dowodowego wynika, że wówczas Krzysztof L. odstąpił od wykonania tej czynności w zamian za drobną gratyfikację.

---

cała historia dostępna tutaj
09:56, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2006
Zatrzymano pijanego policjanta CBŚ

źródło: RZECZPOSPOLITA [12.02.06]

Pijany policjant Centralnego Biura Śledczego z Warszawy został zatrzymany na dworcu PKS w Ostródzie. Funkcjonariusz awanturował się i był tak pijany, że nie był w stanie dmuchnąć w alkomat. Policjantowi pobrano krew do badań i umieszczono go w areszcie. Gdy wytrzeźwieje, zostanie przesłuchany. Grozi mu wydalenie ze służby.

21:46, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2006
Pili z jednej butelki - sš oskarżeni o rozpijanie

źródło: GAZETA WYBORCZA [09.02.06]

Pięciu nastolatków pociągało w parku wino z jednej butelki. Policja uznała, że "rozpijali się nawzajem", i skierowała sprawę do sądu. Gdyby każdy chłopak pił z własnej butelki, przestępstwa by nie było

Pięciu 16-latków w przypływie młodzieńczej fantazji (albo głupoty) kupiło butelkę wina. Poszli z nią do parku przy Królikarni, odkorowali i puścili "w kółeczko". Ledwie wypili po łyku, pojawił się patrol szkolny straży miejskiej. Chłopców zatrzymano i przewieziono do komisariatu. Tam policjanci gruntownie ich przesłuchali. Efekt? Zarzuty z art. 208 kodeksu karnego, czyli tzw. rozpijanie małoletniego (osoby poniżej 18. roku życia). Policja uznała, że chłopcy popełnili przestępstwo. Sprawa trafi do sądu.

- To jakiś absurd - oburza się pan Andrzej (nazwisko do wiadomości redakcji), ojciec jednego z chłopców. - Żeby było jasne: jestem przeciwny takim incydentom. Odbyłem z synem poważną rozmowę. Ale wobec chłopców zastosowano niewspółmierne środki wobec skali wykroczenia.

Trzech zatrzymanych nastolatków policjanci sfotografowali (profil prawy, lewy i en face), pobrano też od nich odciski palców. Podczas przesłuchania główny nacisk położyli na kwestię "przekazywania butelki" z rąk do rąk. - Jeżeli jeden chłopiec podał butelkę z alkoholem drugiemu, to popełnił właśnie przestępstwo rozpijania małoletniego - tłumaczy st. asp. Janusz Ziętal, który w mokotowskiej komendzie zajmuje się przestępczością nieletnich. - Artykuł 208 kodeksu karnego mówi wyraźnie o podawaniu alkoholu małoletniemu. Nie precyzuje, w jakim wieku musi być podający. Czyli małoletniego może rozpijać także inny małoletni.

Efekt jest taki, że chłopcy są jednocześnie sprawcami przestępstwa - bo rozpijali, i jego ofiarami - bo byli rozpijani. Co więcej - z takiego rozumienia przepisu wynika, że gdyby każdy z nich miał swoją butelkę z winem, to nie popełniłby przestępstwa!

Joanna Mikuła, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, jest taką interpretacją zaskoczona. - Moim zdaniem ten artykuł kodeksu miał raczej uchronić dzieci przed działaniem dorosłych. Jak najszybciej skonsultuję tę sprawę z prawnikami. Być może przepisy trzeba doprecyzować - zapowiada.

O opinię poprosiliśmy też sędziego. - Policja popełniła błąd: rozpijanie powinno mieć bowiem charakter ciągły, a nie incydentalny - twierdzi Marcin Łochowski z Sądu Okręgowego Warszawa Praga.

Ale policja i na to ma odpowiedź. Jako, że przypadek był jednorazowy, to kwalifikacja brzmi: "usiłowanie rozpijania". - To już nieporozumienie! - oponuje sędzia Łochowski. St. asp. Janusz Ziętal: - Patrzę na takie sprawy także jako rodzic. Wiem, że dobrym rozwiązaniem mogłaby być męska rozmowa z chłopcami. Ale naszym obowiązkiem jest reagować na każdy przejaw demoralizacji.

Choć chłopcy popełnili przestępstwo, prawo nie zezwala karać osób poniżej 17. roku życia. Zajmie się więc nimi sąd rodzinny. Mogą nawet trafić do poprawczka.

09:18, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2006
Akcja BSW: wpadli skorumpowani policjanci

źródło: Onet / PAP [08.02.06]

Czterech funkcjonariuszy ruchu drogowego z Łodzi podejrzewanych jest o łapówkarstwo. Przed prokuratorem staną również korumpujący ich kierowcy.

Czterech policjantów ruchu drogowego z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi, podejrzanych o przyjmowanie łapówek, zatrzymali w środę funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych KGP - poinformował rzecznik łódzkiej policji podinsp. Tomasz Klimczak.

Zatrzymani mają od 29 do 45 lat; trzej z nich to podoficerowie; czwarty jest starszym posterunkowym. "Podejrzewani są o przyjmowanie korzyści majątkowych od osób kierujących pojazdami w zamian za odstąpienie od czynności służbowych w związku z wykroczeniami i przestępstwami drogowymi popełnionymi przez te osoby" - dodał Klimczak.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, zatrzymano także trzy osoby podejrzane o wręczanie policjantom korzyści majątkowych. Po przesłuchaniach zostały one zwolnione do domu.

Policja i prokuratura na razie nie udzielają szczegółowych informacji w tej sprawie. W czwartek zapadnie decyzja, czy prokuratura wystąpi o aresztowanie funkcjonariuszy, którzy pracują w policji od 8 do 23 lat. Wszczęto wobec nich postępowanie dyscyplinarne. Grozić im może kara do 10 lat więzienia.

 
1 , 2
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered