O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
środa, 30 listopada 2005
Żyjemy już w państwie policyjnym

źródło: IAR [30.11.05]

Żyjemy już w państwie policyjnym - pisze "Przekrój". W demokratycznej Polsce z roku na rok kolejne instytucje zyskują uprawnienia zarezerwowane wcześniej dla służb strzegących porządku i obywatela. Mamy już agencje wywiadu i konrwywiadu, rozrastają się służby fiskusa, wkrótce powstanie Centralny Urząd Antykorupcyjny. Kamery śledzą nas w miastach, ale podobne - instalowane przez straż leśną - czyhają na nas również w plenerze. Zwiększają się też obszary nadużyć policyjnej władzy. Coraz więcej spraw przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy trafia do rzecznika praw obywatelskich. "Przekrój" pisze, że sytuacja robi się podobna do tej panującej we wczesnych latach republiki włoskiej: kilkanaście specjalnych urzędów kontrolujących wszystko i każdego. Dzięki temu mafia mogła robić, co jej się żywnie podobało - przestrzega tygodnik w artykule pod tytułem "Bić władzą".

przeczytaj artykuł "Przekroju"

17:50, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Funkcjonariusze trafią do aresztu

źródło: IAR [30.11.05]

Wrocławski sąd aresztował dwóch policjantów podejrzanych o pobicie 19-letniego licealisty. Obaj nie przyznają się do winy. Jak się dowiedziało Radio Wrocław - poszukiwany jest także trzeci funkcjonariusz, podejrzewany o udział w zajściu. Chłopak został zatrzymany pod zarzutem kradzieży maszynki do golenia wartości 30 złotych w jednym z wrocławskich supermarketów. Wezwani na miejsce policjanci zawieźli go na komisariat, a tam brutalnie pobili. Gdy wrócił do domu, zaniepokojona matka wezwała pogotowie. Chłopak przeszedł operację, ma śledzionę. Policjantom grozi do 8 lat więzienia

wcześniejszy artykuł, Gazeta Wyborcza

Lincz we Włodowie: akt oskarżenia dla policjantów

źródło: GAZETA WYBORCZA [30.11.2005]

Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Północ skierowała w środę do sądu akt oskarżenia wobec dwóch policjantów z Dobrego Miasta (Warmińsko-Mazurskie); nie udzielili oni pomocy mieszkańcom pobliskiego Włodowa, gdzie doszło do linczu na recydywiście.

Według prowadzących śledztwo, policjanci nie reagując na telefoniczne oraz osobiste wezwania mieszkańców wsi, którą terroryzował 60-letni recydywista Józef C., nie dopełnili obowiązków służbowych i narazili na szwank interes publiczny. Grozi im kara do trzech lat wiezienia.

Do zdarzenia doszło w lipcu tego roku. "Andrzej J., pełniąc dyżur operacyjny, nie przyjął zawiadomienia o przestępstwie od Tomasza W., pokrzywdzonego przez Józefa C. Bogusław S. natomiast, jako dyżurny w tym komisariacie, nie przyjął dwukrotnie telefonicznych zgłoszeń o przestępstwie i nie wysłał na miejsce patrolu" - powiedział rzecznik prokuratury Mieczysław Orzechowski.

Z akt prokuratury wynika, że najpierw sąsiadka Józefa C. powiadomiła policję, że Tomasz W. został przez niego zraniony tasakiem. Potem, z raną ciętą prawego przedramienia Tomasz W. sam się zjawił w komisariacie. Funkcjonariusze najpierw wysłali go na pogotowie.

Gdy mężczyzna z opatrzoną raną wrócił na posterunek, dyżurny Andrzej J. powiedział mu, że to sprawa prywatna i ponownie nie przyjął zgłoszenia. Kolejno o pomoc do policji zwracała się córka konkubiny Józefa C., która przez telefon mówiła, że boi się o swoje życie, ale i tym razem nie wysłano do Włodowa patrolu. Trzeci telefon informował już o pobiciu recydywisty.

Dopiero trzeci dyżurny, który objął służbę wieczorem, zdecydował o interwencji.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że brak reakcji ze strony policji spowodował, że mieszkańcy Włodowa postanowili sami uspokoić wymachującego tasakiem Józefa C. W wyniku pobicia C. zmarł, a siedmiu mężczyzn trafiło do aresztu. Po upływie czterech miesięcy, na podstawie decyzji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, wszyscy odzyskali wolność i będą odpowiadać z wolnej stopy.

W opinii mieszkańców Włodowa, jak też Brzydowa, skąd pochodzą uczestnicy linczu, ich czyn był "bohaterski". Józef C., który 35 lat swego życia spędził w więzieniach, wielokrotnie bowiem groził okolicznym mieszkańcom.

Uczestnicy zajścia żałują, że sprawa skończyła się tak tragicznie. Tuż po opuszczeniu aresztów w Olsztynie i Barczewie (Warmińsko-Mazurskie) podkreślili, że gdyby nie zachowanie stróżów prawa, wszystko skończyłoby się inaczej.

17:01, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2005
Czy to kolejna ofiara policjanta?

źródło: GŁOS SZCZECIŃSKI [29.11.05]

Zaskakujący zwrot w procesie policjanta oskarżonego o nakłanianie do aborcji swojej przyjaciółki. Sąd podejrzewa, że kobieta nie jest jedyną jego ofiarą. Sprawą zajmie się prokuratura.

Poniedziałek był kolejnym dniem procesu 32-letniego Mirosława L. z Kamienia Pomorskiego. Według aktu oskarżenia, policjant przez ponad rok znęcał się nad 21-letnią Alicją O. Gdy zaszła w ciążę, przez kilka miesięcy miał ją nakłaniać do usunięcia płodu. Kobieta urodziła dziecko.

Wczoraj w sądzie pojawiła się 30-letnia Marlena D., mieszkanka Dziwnowa. Jest matką dziewięciomiesięcznego chłopca. Jej zdaniem, ojcem dziecka jest Mirosław L.

- Gdy zaszłam w ciążę oskarżony najpierw ucieszył się, a potem zaczął mnie nakłaniać do aborcji. Zaproponował pieniądze na zabieg. Gdy odmówiłam, zaczął mną szarpać. Powiedział, że jestem tak samo nierozsądna jak Alicja, której też proponował pieniądze na przerwanie ciąży - zeznawała Marlena D.

Mirosław L. twierdzi, że w ogóle nie zna dziewczyny i nie jest ojcem dziecka. Przed sądem w Świnoujściu toczy się sprawa o ustalenia ojcostwa i alimenty.

- Nie jestem zawistna, ani złośliwa. Nie zgłaszałam tych gróźb i szarpaniny na policję. Ale oskarżony powinien odpowiedzieć za to co zrobił nie tyle nam, co dzieciom - mówiła Marlena D.

Po jej zeznaniach sąd zdecydował o zawiadomieniu prokuratury.

- Istnieje podejrzenie, że oskarżony nakłaniał do aborcji Marlenę D. - uzasadniał decyzję sędzia Dariusz Ścisłowski.
Kolejna rozprawa na początku stycznia.

Mirosław L. pracuje w kamieńskiej policji od kilku lat. Gdy sprawa wyszła na jaw, został zawieszony. Od kwietnia jest na zwolnieniu lekarskim.

[autor: Mariusz Parkitny]

16:40, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Policjanci zatrzymali dwóch funkcjonariuszy ...

źródło: KWP we Wroclawiu [29.11.05]

Policjanci zatrzymali dwóch funkcjonariuszy z Sekcji Wywiadowczo - Interwencyjnej Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu w związku z podejrzeniem pobicia przez nich sprawcy kradzieży.

28 listopada br. oficer dyżurny KMP we Wrocławiu został powiadomiony przez lekarza o podejrzeniu pobicia przez funkcjonariuszy pacjenta przywiezionego przez pogotowie do szpitala.

Inspektorat Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu natychmiast zajął się wyjaśnianiem okoliczności zdarzenia.

Całość zebranych w tej sprawie materiałów przekazano do prokuratury.

Komendant Miejski Policji we Wrocławiu zawiesił funkcjonariuszy w wykonywaniu czynności służbowych.

Dzisiaj prokurator przedstawi im zarzuty. Jeśli się one potwierdzą, może im grozić kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

[autorka: kom. Beata Tobiasz]

Jak policja walczy z pijaństwem w swoich szeregach

źródło: GAZETA WYBORCZA [28.11.05]

Komendanci komend i komisariatów przechodzą szkolenia, jak rozpoznać, że funkcjonariusz ma problemy z alkoholem.

Uzależnionego mają kierować na leczenie i podpisać umowę: jeszcze raz zaczniesz pić, stracisz pracę Problem z alkoholem ma ponad 15 proc. policjantów - wynika z danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i terapeutów ze szpitala MSWiA w Otwocku, gdzie trafiają policjanci na leczenie. Średnia dla innych grup społecznych to 10 proc. - Ale w policji zawsze wódka była najtańszym lekarstwem na stres - mówi Adam Skrzypa, komendant komisariatu.

- Najważniejsze, że alkoholizm przestaje być w polskiej policji tematem tabu - dodaje Anna Morawiec-Wilska, psycholog z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Szkolimy przełożonych różnego szczebla w całej Polsce, że powinni zwrócić uwagę na •  branie wolnego dnia przez policjanta, •  przychodzenie na kacu, •  zmęczenie, •  nagłe zwolnienia lekarskie. To może wskazywać na istnienie problemu alkoholowego.

Teraz, gdy przełożony dowie się, że policjant ma problemy z alkoholem, przeprowadzi z nim rozmowę, namawia na spotkanie z psychologiem. Potem policjant podpisze z szefem tzw. kontrakt. - Zobowiązuje się w nim, że po odwyku przestanie pić, że będzie brał udział w spotkaniach tzw. grupy wsparcia, czyli policyjnego AA. Jak znów zacznie pić, to choćby na służbie zawsze był trzeźwy, wylatuje z pracy. W tym roku podpisałam pięć takich umów, a to i tak za mało - mówi Aldona Kostrzewa, szefowa łódzkiej policji.

- Ale czy funkcjonariusze z problemem alkoholowym w ogóle powinni służyć w szeregach policji?

- Często to są bardzo dobrzy fachowcy i chodzi o to, by im pomóc, wyleczyć ich, a nie od razu wyrzucać - dodaje Kostrzewa.

- Leczenie alkoholików w ośrodku trwa sześć tygodni. Polega głównie na odtruciu organizmu i uświadomieniu policjantom ich choroby alkoholowej. Leczeni są za pieniądze MSWiA - wyjaśnia Paweł Biedziak, doradca komendanta głównego policji:.

Według Komendy Głównej Policji w 2004 roku na jeździe po pijanemu przyłapano w Polsce ponad 300 policjantów. Ponad stu pozwolono odejść na własną prośbę, zamiast zwolnić ich dyscyplinarnie. Dlaczego? - Dałem szansę swojemu podwładnemu napisać raport o zwolnienie, bo miał 15 nienagannej służby. Sam fakt, że musi odejść z policji, był dla niego ostateczną karą - tłumaczy naczelnik sekcji kryminalnej jednego z łódzkich komisariatów. - Teraz to nie do pomyślenia. Jak pijesz, idziesz się leczyć, jak cię złapią, wylatujesz.

00:21, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 listopada 2005
Pilnują siebie, a nie nas
źródło: METRO [16.11.2005]

Pilnują siebie, a nie nas

Nowy komendant chce trzykrotnie zwiększyć liczbę policjantów. Ale nie na ulicy! Chodzi o gliniarzy, którzy pilnują... innych gliniarzy. Statystycznie jeden "wewnętrzny" będzie kontrolował 50 funkcjonariuszy. Dla porównania jeden "zwykły" glina musi zapewnić bezpieczeństwo aż 380 Polakom

Marek Bieńkowski, nowy komendant główny, zaskoczył swych podwładnych stanowczą deklaracją: będzie więcej policji w policji, będziemy tropić i zamykać łapówkarzy, wyrzucać czarne owce! Przez najbliższe dwa-trzy lata liczba funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych (to taka "policja w policji") wzrośnie, i to aż trzykrotnie. Dziś w istniejącym od sześciu lat BSW służy ok. 240 osób. Ma ich być 700.

Co robi BSW? Tropi nieuczciwych kolegów. "Zwykłych" gliniarzy rozlicza się z liczby złapanych bandytów, tych z BSW - z liczby złapanych kolegów. Ci w BSW są zatrudniani na etatach w Komendzie Głównej (ale pracują w komendach wojewódzkich) i zarabiają lepiej niż funkcjonariusze w komendach. A mają dostawać jeszcze więcej - obiecał to sam Bieńkowski. Będą też mogli stosować podsłuchy, zakup kontrolowany czy prowokację - tak samo jak funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego wobec gangsterów. Do BSW mają trafiać najlepsi śledczy. Dostaną kontrakty na trzy lata, a potem, jeśli się nie sprawdzą, wrócą do macierzystych jednostek.

Komendant główny tłumaczy swoje plany koniecznością zaostrzenia dyscypliny. - Jestem przekonany, że mamy bardzo wielu uczciwych, rzetelnych i oddanych pracy policjantów. Uczciwi nie mają się czego bać - zapewnia.

Wkurzeni policjanci zaczęli jednak liczyć. 700 gliniarzy z BSW plus ok. 1300 z tzw. inspektoratu (czyli służby zajmującej się przede wszystkim rozpatrywaniem skarg na policjantów) - daje 2 tys. osób. Wszystkich policjantów w Polsce jest 100 tysięcy, czyli na 50 gliniarzy przypadać ma statystycznie jeden "wewnętrzny". Dla porównania, gdy podzielić liczbę Polaków przez liczbę policjantów, to jeden glina przypada aż na 380 osób! Czyli policjanci będą lepiej pilnowani niż my!

Czy na pewno warto rozbudowywać Biuro Spraw Wewnętrznych? Czy w policji aż tak źle się dzieje? Statystyki mówią co innego - w 2004 r. gliniarze popełnili nieco ponad 5,5 tys. przewinień. Ukarano 1600 osób, setkę wywalono z pracy, wyroki dostało 81 funkcjonariuszy. To mniej niż 0,1 proc. wszystkich zatrudnionych w policji.

- Przyjmują do służby najlepszych, musimy wypełniać oświadczenia majątkowe, teraz nagle okazuje się, że jesteśmy nieuczciwi - kręci głową z niedowierzaniem Jarek, oficer z 10-letnim stażem. - Komendant obiecywał Polakom, że będzie więcej patroli na ulicach, a zaczyna od zwiększania liczby dozorców.

Gliniarze z BSW nie chcieli z nami rozmawiać, nawet anonimowo.
17:57, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 listopada 2005
Marsz Równości w Poznaniu: Kilkudziesięciu manifestantów zatrzymanych
źródło: GAZETA WYBORCZA [19.11.2005]

Marsz Równości w Poznaniu: Kilkudziesięciu manifestantów zatrzymanych


Policjanci zatrzymali kilkadziesiąt osób na ulicy Półwiejskiej w Poznaniu Mimo zakazu prezydenta Poznania od godz. 15 kilkaset osób manifestowało przeciw dyskryminacji ze względu na płeć, kolor skóry, orientację seksualną, niepełnosprawność

Policja odgrodziła demonstrantów dwoma szpalerami. O godz. 16.15 policjanci z jednej strony ruszyli na manifestantów. Wyciągnęli z grupy przynajmniej jedną osobę. - Nie Białoruś to jest Polska. Niech policja ich uwolni - odpowiedzieli na to okrzykami demonstranci. Na bruku ułożyli ze zniczy "pacyfę". Kilkadziesiąt osób usiadło na bruku. Policjanci brutalnie wyciągali siedzących manifestantów i ciągnęli potem po chodniku. Jednego chłopaka - głową po ziemi. - Gestapo - krzyczeli pozostali manifestanci. - To jest potworne. Chce mi się płakać. Ta brutalność nie jest niczym uzasadniona - komentuje Ewa Wójciak aktorka Teatru Ósmego Dnia.

Policjanci przestali wyciągać manifestantów, bo nie mieli miejsca w więźniarkach. Po dwóch godzinanach demonstranci rozeszli się.

Wśród zatrzymanych jest Agata Teutsch i Iza Kowalczyk, główne organizatorki. Przez pomyłkę zatrzymano też na chwilę Marka Lapisa fotografa agencji Forum. - Jesteśmy zszokowani. To jest obłęd - powiedziała nam Iza Kowalczyk, do której dodzwoniliśmy się na komórkę, kiedy siedziała w więźniarce niedaleko ul. Półwiejskiej.

Jeszcze przed demonstracją członkowie Młodzieży Wszechpolskiej rozdawali przechodniom wzory zawiadomień do prokuratury o podejrzeniu popełnienia wykroczenia. O godz. 15 około pięciuset manifestantów stanęło przed Starym Browarem. Gdy rozwinęli transparenty, powitały ich obelżywe okrzyki: - Pedały, pedofile - krzyczał między innymi Jędrzej Spieszalski z Młodzieży Wszechpolskiej.

- Decyzja Prezydenta uderza w podstawowe wartości. Pokojowej demonstracji nie można uznać za nielegalną. Zakaz łamie podstawowe wartości konstytucyjne - mówiła przez megafon Iza Kowalczyk. Kilkaset osób ruszyło w kierunku Starego Rynku. Na drodze stanął im szpaler policji. Za policją ukryła się grupa młodych ludzi w kapturach na głowach rzucająca pomidorami i krzycząca: "pedofile", "seks po ślubie", "wyp...ć" oraz "Polska katolicka". Gdy obrzucili manifestantów jajkami, ci odpowiedzieli: - to są jaja z demokracji

- Każda władza zabija wolność. Chcemy przejść - krzyczeli do policjantów manifestanci z transparentami, flagami i balonami. Drugi szpaler policji odciął im drogę odwrotu.

Wśród manifestujących była radna Katarzyna Kretkowska z Partii Demokratycznej demokraci.pl: - Przyjechałam na tę manifestację, bo zakazał jej prezydent Grobelny. Według mnie zakaz jest bezpodstawny. Powoływanie się na bezpieczeństwo jest nadużyciem, bo to nie organizatorzy stwarzają zagrożenie. Zaczyna być tak, że decyzjami prezydenta rządzi grupa chuliganów - powiedziała nam Kretkowska.

Organizatorzy marszu chcieli protestować przeciwko dyskryminacji ze względu na płeć, kolor skóry, orientację seksualną, niepełnosprawność. Manifestacji zabronił prezydent Ryszard Grobelny powołując się na zagrożenie zdrowia i mienia poznaniaków.

więcej: INDYMEDIA, INTERIA, METRO
17:34, jimmy11 , inne
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 listopada 2005
Czy stoimy u progu państwa policyjnego
źródło: GAZETA PRAWNA [18.11.2005]

Czy stoimy u progu państwa policyjnego

Rząd kosztem milionów złotych tworzy nowe superinstytucje. Mają podjąć walkę z najcięższymi przestępstwami i działać ponad istniejącymi organami konstytucyjnymi. Nie ma jednak gwarancji, że te nowe służby błysną skutecznością, a wtłoczone w dzisiejszy system nie pogłębią kompetencyjnego zamętu.

Partia rządząca szła do wyborów pod hasłem naprawy państwa. Zwyciężając, uzyskała na to przyzwolenie społeczne. Dla obywateli ważniejsza od reform gospodarczych okazała się walka z istniejącymi w państwie patologiami, zwłaszcza z korupcją na szczytach władzy.

Czy jednak przyjęty przez PiS sposób na uzdrowienie Rzeczypospolitej polegający na tworzeniu superurzędów, o silnych uprawnieniach śledczych, bez dostatecznej reformy już istniejących organów, będzie skuteczny?
Zapytani przez "GP" eksperci prawni mają wątpliwości.

Sceptycznie do tworzenia nowych instytucji podchodzi karnista prof. Marian Filar. - Może to spowodować chaos w organach ścigania oraz spory kompetencyjne pomiędzy nowymi a już istniejącymi strukturami. Taki błąd popełnili Włosi, którzy przed laty stworzyli wiele nowych organów śledczych - mówi profesor.

Zdaniem prof. Jana Widackiego w Polsce już obecnie istnieje za dużo organów, które mają uprawnienia śledcze, co zaczęło wymykać się spod kontroli. Tworzenie kolejnych to zagrożenie dla obywateli, nie tylko tych, którzy popełniają przestępstwa - uważa J. Widacki.

W opinii dr. Janusza Kochanowskiego, jeżeli istnieją nadzwyczajne zadania, z którymi państwo nie może sobie poradzić, to powoływanie nowych instytucji może być uzasadnione. Według dr. Kochakowskiego należałoby jednak wyznaczyć im określone zadania, które mają wypełnić w określonym czasie. Na tej podstawie rozważyć później dalsze ich funkcjonowanie.

Nowe instytucje

urząd antykorupcyjny
urząd do walki z terroryzmem
instytucja superprokuratora (na wzór CBŚ)
komisja prawdy i sprawiedliwości
scentralizowane organy nadzoru finansowego

[autor: Tomasz Pietryga]
12:24, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2005
Ze służby prosto do lekarza

źródło: GAZETA PRAWNA [16.11.2005]

Ze służby prosto do lekarza

Policjanci chorują pięć razy częściej niż przedstawiciele innych zawodów. Nawet 17 proc. policjantów przebywa średnio przez dziewięć dni w miesiącu na zwolnieniu lekarskim. W niektórych przypadkach może dochodzić do nadużyć ze strony funkcjonariuszy.

Zdaniem Władysława Stasiaka, podsekretarza stanu w MSWiA, jest to problem, któremu trzeba się bliżej i dokładniej przyjrzeć.

Całkiem "nieźle" wygląda sytuacja w Warszawie, gdzie - wg danych komendy stołecznej - we wrześniu br. na zwolnieniach lekarskich przebywało 1120 policjantów na 9376 zatrudnionych, co stanowi nieco ponad 11 proc. Jednak od początku roku liczba ta przkroczyła 10,5 proc.

Ta sytuacja może niepokoić, gdyż spora grupa policjantów leczy się, a nie np. patroluje ulice. Według informacji ZUS policjanci chorują pięć razy częściej niż przedstawiciele innych zawodów. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być bardzo różne, gdyż ta grupa ludzi często wykonuje niebezpieczne i stresujące zadania. Jednak zachodzi podejrzenie, że w niektórych przypadkach mogło dochodzić do nadużyć, gdyż zwolnienia lekarskie są płatne.

- Policjanci łatwo i chętnie korzystają ze zwolnień lekarskich, ponieważ w odróżnieniu od pracowników cywilnych otrzymują oni za czas choroby 100 proc. uposażenia, a nie zasiłek chorobowy w wysokości 80 proc. uposażenia - twierdzi zastępca komendanta stołecznego policji ds. logistyki Roman Trzcieliński. Podkreśla on, że funkcjonariuszy szybko może uzdrowić zmiana ustawy o Policji w tym zakresie.

Jak powiedział "GP" Paweł Biedziak, redaktor naczelny miesięcznika "Policja 997", wydawanego przez KGP, przyczyny częstego chodzenia na zwolnienia lekarskie przez policjantów nie były nigdy badane, a ze zwolnień lekarskich korzysta od 10 do 17 proc. funkcjonariuszy średnio przez dziewięć dni w miesiącu. - Nowy komendant KGP Marek Bieńkowski polecił zbadanie tego zjawiska - przyznał.

Wśród przyczyn, które jego zdaniem stoją za tym stanem rzeczy, wymienia: płatne zwolnienia, narażenie na częste urazy np. w trakcie meczów piłkarskich czy stres i przemęczenie spowodowane pracą po godzinach - Policja jest służbą i przy wielu sprawach często pracuje się do późna, czasem bez przerwy do zakończenia śledztwa - zaznacza P. Biedziak.

Odkąd powstał Narodowy Fundusz Zdrowia policjanci mogą się leczyć u zwykłych lekarzy, a nie jak to było kiedyś w wyznaczonych do tego placówkach.

Niektórzy jednak w dalszym ciągu korzystają z usług np. szpitali MSW. Doktor Marek Durlik, dyrektor warszawskiego szpitala MSW, nie dziwi się takiej liczbie zwolnień lekarskich i podkreśla, że policjant zawsze może skorzystać z takiej możliwości, gdy czuje się przemęczony. - Żaden lekarz mu tego nie odmówi, gdyż w tym środowisku często są przypadki depresji i samobójstw - wyjaśnia. Podkreśla, że ta praca jest szczególna i mocno obciążająca, dlatego nie należy się dziwić, że funkcjonariusze policji częściej niż przedstawiciele innych grup zawodowych korzystają ze zwolnień lekarskich.

[autor: Łukasz Kuligowski]

23:46, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered