O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
sobota, 24 grudnia 2005
Pijany policjant "bez twarzy"

źródło: SŁOWO POLSKIE / GAZETA WROCŁAWSKA [24.12.05]

Prokuratura nie zgodziła się na opublikowanie wizerunku policjanta, który po pijanemu spowodował wypadek. Czy dlatego, że jest mężem prokuratorki? - stawia pytanie "Słowo Polskie Gazeta Wrocławska".

Sprawca poniedziałkowego wypadku od dawna nadużywał alkoholu. Jego brat - wiceprezydent Wałbrzycha - przyznał, że zawiózł go do szpitala, bo uważa, że powinien się leczyć.

Mirosław Bartolik powiedział, że jeżeli podejrzenia dotyczące jego brata potwierdzą się, powinien zostać za to ukarany.

- Każdy, kto popełni przestępstwo, musi liczyć się z konsekwencjami - tłumaczył Bartolik. - Nie jest mi łatwo o tym mówić. Zawiozłem brata do szpitala, bo uważam, że powinien się leczyć. Na pewno będę starał się pomóc jemu i jego rodzinie - dodał. Niestety, wczoraj nie udało nam się skontaktować z panią prokurator, żoną sprawcy wypadku. Sprawę prowadzi prokuratura w Świdnicy.

- Kiedy okazało się, że pijany kierowca jest mężem jednej z wałbrzyskich prokuratorek i bratem wiceprezydenta miasta, przekazaliśmy sprawę. Zrobiliśmy tak, żeby uniknąć podejrzeń o stronniczość - powiedział w piątek szef wałbrzyskiej prokuratury rejonowej Marek Bzunek.

38-latek, który prowadził auto po pijanemu został wypuszczony za kaucją - 5 tys. zł. Policja wnioskowała o opublikowanie jego zdjęć w mediach. Jednak prokurator się na to nie zgodził. Tłumaczył, że wina cały czas nie została udowodniona, a funkcjonariusz się do niej nie przyznaje. Jeszcze w środę prokuratura zapewniała, że jest inaczej.

- Policja przekazała nam, że funkcjonariusza na komendę przewiozło pogotowie, żeby zbadać go alkomatem - mówił prokurator Bzunek. Jak nam wyjaśniono w komendzie miejskiej, w momencie, kiedy policjanci dotarli na miejsce wypadku, funkcjonariusza już tam nie było. Dlatego teraz trudno udowodnić, że to na pewno on prowadził samochód. Jednak w pogotowiu zaprzeczają tej wersji wydarzeń.

23:36, jimmy11 , inne
Link Komentarze (1) »
Łapówki w policyjnej szkole

źródło: NOWY DZIEŃ [22.12.05]

Słynne Centrum Szkolenia Policji w Legionowie zżera korupcja - pisze "Nowy Dzień".

Legionowo ma szkolić policjantów z prawa karnego, prowadzenia śledztw czy zasad ruchu drogowego. Młody rekrut po nauce zdaje test i rusza do pracy. Ale okazuje się, że policjantem może zostać nawet idiota, który dobre oceny może sobie... kupić. Młodzi policjanci zawiązują w Legionowie "spółdzielnie" z wykładowcami i płacą za dobre oceny z testów.

Szefostwo ośrodka przyznaje: "Jesteśmy bezradni", i zamieszcza na internetowym forum policyjnym apel, by młodzi policjanci donosili na swoich kolegów i wykładowców. "To chyba jakiś żart", "Tak, tak, zostańmy kapusiami", "Niech mnie ktoś uszczypnie" - to tylko niektóre opinie, jakie w odpowiedzi na apel zamieścili na forum anonimowi policjanci.

Są zbulwersowani, że szefostwo przyznaje się do bezradności i chce ich rękami prać brudy. Do walki z łapówkarstwem namawia Piotr Caliński, twórca legionowskiej szkoły, który teraz nadzoruje ją z ramienia Komendy Głównej.

W swoim apelu pisze: "Zdaję sobie sprawę, że w naszych szeregach w dalszym ciągu mogą być ludzie niegodni noszenia policyjnego munduru. Osoby, które wolą drogę pisemną, mogą skorzystać z prywatnego adresu e-mail. Jeżeli będziecie mieć taką możliwość, zapraszam także na spotkanie w cztery oczy, oczywiście z zachowaniem pełnej dyskrecji".

Nie ma co ukrywać. Wiem, że w Legionowie zawiązuje się kolejna "spółdzielnia", gdzie policjanci korumpują się z wykładowcami. Bez pomocy uczciwych policjantów nie rozwiążemy tego problemu - mówi nam Piotr Caliński. W apelu zachęca: "Zależy mi na tym, aby następne pokolenia słuchaczy nie musiały już głowić się nad dotarciem do wykładowcy i zebraniem odpowiedniej kwoty na wieczne pióro i kwiaty".

Okazuje się, że policjantów łapówkarzy nie przestraszyła nawet wpadka ich kolegów. Rok temu w Legionowie zatrzymano pięciu policjantów - wykładowców, którzy brali łapówki, i dających je policjantów. Jeden z wykładowców za wystawienie dobrych ocen dostał kilkadziesiąt butelek wódki. Caliński kazał wtedy zrobić pokazówkę: łapówkarzy wyprowadzono ze szkoły w kajdankach, aby wszyscy dobrze się przyjrzeli, że nie ma pobłażania.. Nie pomogło.

Tomasz Skłodowski, rzecznik szefa MSWiA Ludwika Dorna, nie chciał komentować apelu Calińskiego. Wraz z ministrem przebywa w Kosowie.

Załoga radiowozu zdemolowała posesję

źródło: GAZETA WYBORCZA WROCŁAW [23.12.05]

Na szczęście nikomu nic się nie stało, ucierpiał tylko drewniany płot prywatnej posesji, zaparkowany na podwórzu samochód i ganek domu. Takich zniszczeń dokonali wczoraj w Długołęce pijani policjanci jadący radiowozem

Radiowóz zdemolował posesję wczoraj około 5.30. Policjanci wracali z patrolu. Byli kompletnie pijani. Nie wiadomo, jak długo krążyli po ulicach w tym stanie. Przy jednej z posesji w Długołęce stracili panowanie nad radiowozem i uderzyli w drewniany płot, który staranowali. Potem uderzyli w zaparkowany tam samochód. Zatrzymali się dopiero, gdy opel oparł się o ganek domu. Właściciele wezwali na miejsce policję.

- Przepraszamy właściciela domu i innych mieszkańców. Zapłacimy za straty - mówi Ryszard Zaremba, rzecznik dolnośląskiej policji.

W chwili zatrzymania jeden z policjantów miał prawie 2 promile alkoholu we krwi, drugiemu pobrano krew do badań. Mają 36 i 38 lat. W policji przepracowali po 11 i 13 lat. Wiadomo, że do pracy przyszli trzeźwi. Obaj pracowali w komisariacie w Długołęce. Do wczoraj. - Zostaną natychmiast zwolnieni z pracy - mówi Zaremba.

Policja wystąpi też o zgodę na opublikowanie w mediach zdjęć policjantów.

10:15, jimmy11 , inne
Link Komentarze (2) »
środa, 21 grudnia 2005
Gen. Kluk załatwiał znajomym pracę w policji?

źródło: GAZETA WYBORCZA KATOWICE [21.12.2005]

Prokuratura sprawdzi, czy generał Mieczysław Kluk, oskarżony o współpracę z mafią paliwową były komendant wojewódzki w Katowicach, brał także łapówki od kandydatów do służby w policji. - Mamy podejrzenia, że w taki sposób mundur mogło założyć nawet 300 śląskich policjantów - twierdzi prokuratura i wszczyna śledztwo w tej sprawie

Kluk jest oskarżony o branie łapówek od członków mafii paliwowej. Zdaniem prokuratury w zamian za zdjęcie patroli z trasy, którą przejeżdżały konwoje z komponentami do produkcji lewej benzyny, i informacje o jednym ze śledztw generał dostał 700 tys. zł. Miał też przekazać gangsterom tajne dokumenty o powstaniu w CBŚ zespołów do walki z mafią paliwową. Jest pierwszym generałem w historii polskiej policji, który trafił do aresztu. W maju w trakcie zatrzymania przez ABW próbował strzelać do oficerów służb specjalnych.

To nie koniec prawnych problemów generała. Teraz prokuratura wszczyna w jego sprawie kolejne śledztwo. - Dotyczy protekcji bądź nawet korupcji przy przyjmowaniu do służby w śląskiej policji - powiedział nam wczoraj prokurator Jerzy Balicki, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Podczas przeszukania domu Kluka ABW znalazła bowiem notatnik, w którym generał zapisał, że znani politycy, duchowni, urzędnicy prosili go, aby przyjął do pracy w policji ich krewniaków bądź znajomych. Generał zapisał w notesie nazwiska 300 takich kandydatów. - Wiemy już, że część z nich na pewno służy teraz w śląskiej komendzie. Chcemy sprawdzić, jak się tam dostali - mówi prokurator Balicki.

Prokuratorów czeka teraz mordercza praca. Będą musieli przesłuchać nie tylko osoby, których nazwiska Kluk wymienił w swoim notesie, ale także pracowników kadr śląskiego garnizonu oraz szefów komend miejskich i powiatowych, do których trafili policjanci z listy generała. - Trzeba też będzie zweryfikować ich teczki personalne i wyniki z egzaminów wstępnych - mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Komenda wojewódzka w Katowicach przeprowadziła już wstępną weryfikację kandydatów przyjętych do służby za czasów Kluka. Ustalenia są szokujące: połowa z 1507 przyjętych wtedy policjantów nie ma odpowiednich kwalifikacji. Dzisiaj mogliby oni zapomnieć o założeniu policyjnego munduru. Wielu kandydatów przeszło sito rekrutacyjne, mimo że na ich świadectwach dominowały oceny mierne. Jeden tylko cztery razy podciągnął się na drążku, a dzisiaj pracuje w oddziale prewencji odpowiedzialnym m.in. za ochronę meczów piłkarskich.

Śląscy policjanci nieoficjalnie komentują, że tacy ludzie trafiali do służby, bo znali któregoś z "pretorianów" Kluka. - Protekcja była wtedy codziennością - przyznaje jeden z oficerów.

Na polecenie generała Kazimierza Szwajcowskiego, obecnego szefa komendy w Katowicach, "nieprzystosowani" policjanci znajdują się pod szczególnym nadzorem przełożonych. W przypadku słabych wyników bądź problemów dyscyplinarnych pożegnają się ze służbą.

Jaka prawda o policyjnej akcji w Magdalence?

źródło: IAR [21.12.05]

W procesie dotyczącym akcji policyjnej w Magdalence w 2003 roku zeznają biegli eksperci. Na podstawie ich opinii prokuratura postawiła zarzuty 3 policjantom, którzy dowodzili akcją. W strzelaninie z dwoma bandytami zginęło wówczas dwóch funkcjonariuszy, a 16 zostało rannych. Eksperci mają powiedzieć o zasadach używania broni snajperskiej i odpowiedzieć na pytanie, czy dowodzący akcją słusznie zrezygnowali z udziału w niej wyborowych strzelców. Według prokuratury, gdyby na miejscu byli snajperzy, akcja nie zakończyłaby się tragicznie. Operacja w podwarszawskiej Magdalence rozpoczęła się w nocy z 5 na 6 marca 2003 roku. Policyjny oddział antyterrorystyczny zaatakował dom, w którym przebywało dwóch gangsterów. Obaj byli podejrzani o udział w strzelaninie pod Nadarzynem, w której zginął policjant.

11:48, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2005
Mobbing w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie

źródło: GAZETA WYBORCZA [19.12.05]

Mobbing w pracy doprowadził do samobójczej śmierci oficera szczecińskiej policji ścigającego aferzystów gospodarczych - twierdzą jego żona i współpracownicy.

"Gazeta" poznała kulisy prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie, o którym wiedzą już ministrowie: spraw wewnętrznych i administracji Ludwik Dorn i sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Przed czterema tygodniami nauczycielka Bożena T. dostała pierwszego i zarazem ostatniego w życiu SMS-a od swojego męża. Osobiste pożegnanie z rodziną zaczyna się od słów: "Dłużej już nie mogę". Zaraz potem Julian T., jeden z najlepszych w Polsce specjalistów od przestępczości internetowej, członek grupy Matrix utworzonej w Komendzie Głównej Policji, strzelił sobie w głowę na ławce w centrum Szczecina.

Rodzina oficera i jego współpracownicy twierdzą, że powodem tragedii jest mobbing - długotrwałe zastraszanie, upokarzanie go przez przełożoną w wydziale ds. przestępstw gospodarczych. Z żoną oficera rozmawiam w pokoju, w którym na ścianach wiszą dyplomy i policyjne czapki europejskich policji - pamiątka po kursach, jakie odbył jej mąż. - Policja go zniszczyła, praca go wypaliła do cna. Wciąż się skarżył, że już dłużej nie wytrzyma ze swoją szefową - słyszę.

Mowa o Alicji L., byłej funkcjonariuszce SB (w latach 80. rozpracowywała Niezależne Zrzeszenie Studentów), która od pół roku kieruje prestiżowym wydziałem ds. przestępczości gospodarczej Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Jego funkcjonariusze mieli na koncie wiele spektakularnych sukcesów, m.in. rozpracowali główne wątki afery paliwowej. Dziś wydział jest w rozsypce: jedni są od miesięcy pod opieką psychologa, inni na trwałych zwolnieniach od psychiatrów, kolejni odchodzą na emerytury lub do innych jednostek.

O śmierci Juliana T. rozmawiałem z kilkoma oficerami, którzy żądali anonimowości. Wszyscy - nie tylko przytoczeni - jako powód samobójstwa podają rządy Alicji L.

Rozmówca 1: - Powiedzieć, że traktowała Julka [był zastępcą naczelnik L.] jak szmatę, byłoby zbyt delikatnie. Zrobiła z niego ofiarę tych jej nagłych wybuchów niepohamowanej złości, poniżała go na oczach podwładnych. Wyniki jego pracy przedstawiała później komendantowi wojewódzkiemu jako swoje. Mówił: "Nie mogę już tego znieść, chyba palnę sobie w łeb". Ja na to: "Wyhamuj, weź urlop, to tylko robota".

Rozmówca 2: - Był typowany na szefa wydziału. Nie wyobrażał sobie jej jako zastępcy. Kiedy to jednak ona została szefową, dowiedziała się o tym i zaczęła go gnoić. Nawrzucała mu tyle roboty, że dzień w dzień siedział w robocie do 22. Tymczasem wydział zmieniał się w kabaret. Kiedyś żona jednego z wicekomendantów kupiła w hipermarkecie śmierdzące mięso. No więc zamiast ścigać aferzystów jeździliśmy po sklepach i sprawdzaliśmy naklejki z datą ważności. Mówiliśmy, że to robota dla PiH-u lub sanepidu, ale nie było zmiłuj.

Bożena T.: - W ostatnim czasie chudł w oczach - praca go zżerała. Po pracy ciągle dzwoniła jego komórka, wciąż się meldował, nawet pod prysznicem. Opowiadał, że szefowa kazała mu czekać, aż skończy pracę, żeby ją odwiózł do domu. Mówiłam: "Nie jesteś jej kierowcą". A on: "Inaczej stracę pracę". Pół godziny po tym, jak dowiedzieliśmy się o śmierci męża, do naszego domu wpadła ekipa policji - Bożena T. płacze. - Zastępca komendanta wojewódzkiego F. wziął na bok moją 14-letnią córeczkę i wypytywał ją, czy rodzice się kłócili, czy tato w ogóle mieszkał w domu. Dziecko było w szoku. Policja koniecznie chciała znaleźć osobisty wątek śmierci męża, ale takiego nie ma.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie prowadzi objęte tajemnicą śledztwo w tej sprawie. Jak nieoficjalnie ustaliłem, policjanci są pytani przez prokuratora o mobbing w pracy. Wyjaśnień zażąda również Komenda Główna Policji.

Naczelnik Alicja L. nie chce komentować zarzutów o mobbing. Mówi, że jest jej bardzo przykro, i rozumie ból żony swojego zastępcy.

Szef zachodniopomorskiej policji gen. Andrzej Gorgiel nie chciał ze mną rozmawiać na temat śmierci Juliana T. Jego rzecznik podinsp. Krzysztof Targoński: - Nie było wcześniej żadnych sygnałów, że w tym wydziale dzieje się coś złego. Gdyby były, zareagowalibyśmy. A testy psychologiczne Juliana T. sprzed kilku miesięcy wypadły dobrze.

Po śmierci Juliana T. do jego kolegów z wydziału przyszła policyjna psycholog. Zaczęła od tego, że chciałaby porozmawiać o... Tolku.

- Nawet nie zapamiętała jego imienia - mówią z żalem policjanci.

12:31, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2005
Brudni biorą emerytury

źródło: GAZETA WYBORCZA [19.12.05]

Policjant Centralnego Biura Śledczego podejrzany o kradzież 44 kg narkotyków z policyjnego magazynu może spać spokojnie w łódzkim areszcie. Na dniach policja wypłaci mu ponad 5 tys. zł odprawy, a później do końca życia państwo będzie mu płacić ponad tysiąc złotych miesięcznie. Nawet jeśli zostanie skazany i wyrzucony ze służby.

Sprawę 38-letniego Przemysława K. zna cała Polska: w kwietniu okazało się, że z magazynu dowodów rzeczowych łódzkiego CBŚ ktoś ukradł 20 kg zarekwirowanej przemytnikom kokainy i 24 kg czystej heroiny. W miejsce narkotyków wartych na czarnym rynku ok. 6 mln dolarów złodzieje podłożyli proszek do pieczenia i cappuccino. Kradzieży musiał dokonać któryś z funkcjonariuszy. Komendant główny rozwiązał łódzki wydział CBŚ, pracowników przebadano wykrywaczem kłamstw. Po kilkumiesięcznym śledztwie prokuratura wytypowała głównego podejrzanego. 38-letni starszy aspirant Przemysław K., zwany przez kolegów "Gruby Bolo", trafił za kratki, czeka na koniec śledztwa i proces. Za kilka dni na konto "Bola" wpłynie ponad 5 tys. zł. To policyjna odprawa, czyli dwumiesięczna pensja. A w styczniu dostanie pierwszą policyjną emeryturę - ponad tysiąc złotych. Budżet będzie mu ją wypłacał do końca życia, nawet jeśli "Bolo" zostanie skazany przez sąd!

Sprawa zbulwersowała dawnych kolegów "Bola" z łódzkiej komendy. - Wystawił nas na pośmiewisko całej Polski, przez parę miesięcy wszyscy chodziliśmy z etykietą złodziei - mówią. - Wszyscy wiedzą, że wielu z nas pracuje w policji mimo niskich zarobków właśnie dla mundurowej emerytury, ale wypłacanie jej w takich sytuacjach to paranoja.

Przypomnijmy: najniższa policyjna emerytura przysługuje funkcjonariuszowi po 15 latach służby i wynosi 40 proc. ostatniej pensji. Kwotę tę powiększają kolejne lata służby i czas spędzony na studiach.

Podinspektor Adam Maruszczak, szef łódzkiego CBŚ: - Przepisy są bezwzględne, a Przemysław K. złożył tzw. raport i zadeklarował chęć przejścia na emeryturę. W myśl prawa świadczenie mu się należy.

Młodszy inspektor Paweł Biedziak z Komendy Głównej Policji: - Ta sprawa jest bardzo bulwersująca. W obecnym prawie nie ma żadnej możliwości pozbawienia funkcjonariusza tzw. policyjnej emerytury. Przygotowujemy projekt zmiany ustawy, która w szczególnie drastycznych wypadkach - takich jak łódzki - umożliwi zabranie policjantowi przestępcy skazanemu przez sąd apanaży takich jak policyjna emerytura czy służbowe mieszkanie.

Funkcjonariusze przestępcy traciliby swoje szczególne uprawnienia, ale ich czas pracy w policji liczyłby się im do łącznego czasu pracy. Na emeryturę przechodziliby jak obywatele spoza służb mundurowych.

Biedziak zapewnia, że zmiany będą przedstawione w parlamencie w przyszłym roku. - Czeka nas dyskusja o tym, w przypadku jakich przestępstw zabierać świadczenia - mówi. - Jest ogólna zgoda, że powinno to dotyczyć policjantów współpracujących z mafią, skazanych za przestępstwa narkotykowe, korupcję czy najcięższe zbrodnie. Mało kto wie, że do tej pory policyjną emeryturę odbiera policjant, który w Słupsku zabił Przemka Czaję.

20:55, jimmy11 , inne
Link Komentarze (1) »
Policja walczy o nowe kadry

źródło: RMF FM [19.12.2005]

Komenda Główna Policji ma nowy pomysł, jak zwiększyć liczbę patroli na ulicach. Ma temu służyć Program Szczególnego Doboru Funkcjonariuszy. Szefostwo policji liczy przede wszystkim na młodych ludzi.

Chodzi głównie o osoby, które w prewencji pełnią lub będą pełnić wojskową służbę zastępczą. Jeśli po roku trwania służby zdecydują się, aby pozostać w policji, wystarczy, że pomyślnie przejdą testy i rozmowę kwalifikacyjną.

Zawód policjanta bardzo zachwala wiceszef Komendy Głównej Policji Ryszard Siewierski i zaznacza, że przeciętna płaca w policji wynosi z nagrodami ponad 2,5 tys. złotych. Policja - jak dodaje - przygotowała na przyszły rok dla młodych 3,1 tys. etatów.

A przypomnijmy, że ostatni powszechny nabór do policji nie wypadł - delikatnie mówiąc - najlepiej. Bo choć do konkursu przystąpiło ponad 22 tys. kandydatów, w policji znalazło pracę jedynie ponad 1100 osób.

[komentarz: Więc w gruncie rzeczy wprowadzenie nowych zasad rekrutacji zdało się na nic. Do prewencji nadal będą mogli być przyjmowani dosyć przypadkowi ludzie. No ale można się było spodziewać, że skoro poprzeczka okazała się zawieszona zbyt wysoko to ktoś znajdzie jakąś furtkę obok. - Bartek]

16:42, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 grudnia 2005
W Sosnowcu policjant zabił ojca

źródło: GAZETA WYBORCZA KATOWICE [16.12.05]

Starszy posterunkowy z kilkuletnim stażem pracy w policji śmiertelnie pobił swojego ojca. Wszystko wskazuje na to, że do zabójstwa doszło w trakcie awantury domowej.

Zwłoki znaleziono w mieszkaniu przy ul. Gwiezdnej. O tym, że w domu rodziny C. dzieje się coś złego, policję poinformowali w poniedziałek sąsiedzi. Słyszeli krzyki, a, jak mówili, wcześniej w mieszkaniu C. zawsze było bardzo spokojnie. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze znaleźli zwłoki 47-letniego mężczyzny. Ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną śmierci było pęknięcie podstawy czaszki. - Domownicy zeznali, że między ojcem a synem doszło do kłótni. Wtedy zdenerwowany 24-letni Łukasz C. zaczął szarpać się z ojcem. Po tej bójce mężczyzna zmarł - opowiada osoba znająca kulisy sprawy.

Łukasz C. pracuje jako policjant w V komisariacie w Katowicach. Przełożeni starszego posterunkowego nie komentowali wczoraj sprawy i nie chcieli powiedzieć, jaką miał opinię. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, bo taki zarzut został przedstawiony Łukaszowi C., grozi do 12 lat więzienia.

 
1 , 2 , 3
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered