O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
sobota, 17 września 2005
Przerwa techniczna

Z powodu utrudnień w dostępie do internetu, blog będzie przez pewien czas (do 2 tygodni) aktualizowany mniej systematycznie.

10:16, jimmy11 , inne
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 września 2005
Trójkąt bermudzki na komisariacie

Z policyjnych magazynów zginęły komputery, które zostały bezpodstawnie zarekwirowane jednej z firm. Kradzież w biały dzień. Co ciekawsze, kilka dni temu w podobnych okolicznościach przejęto sprzęt w Złotoryi [ 1 | 2 ] A to, że do dymisji podało się paru ważniaków nie wróci stratnej firmie ani komputerów, ani grubej kasy, straconej po zaprzestaniu działalności.

 

źródło: GAZETA WYBORCZA WROCŁAW [14-09-2005]

 

Dymisje w komisariacie na Krzykach

 

Komendant komisariatu na Krzykach i jego zastępca podali się do dymisji. Przeciw obu toczy się postępowanie dyscyplinarne w sprawie zniknięcia komputerów z policyjnego magazynu

 

Sprawę ujawnił w czerwcu dziennikarz naszej gazety. Marian Maciejewski opisał historię wrocławskiej firmy Alucon, w której we wrześniu 2000 roku policja zarekwirowała sprzęt komputerowy. Prezesa firmy, mieszkającą w USA Polkę Grażynę H., prokuratura oskarżyła o nielegalne używanie w Polsce programu amerykańskiej spółki Unigraphics Solutions do projektowania, chociaż program, wart 35 tys. dolarów, został legalnie kupiony w USA wraz z licencją do używania poza granicami Stanów Zjednoczonych.

 

W grudniu ubiegłego roku sąd zlecił biegłemu wykonanie ekspertyzy uzupełniającej. Wtedy okazało się, że jest to niemożliwe, bo komputery zniknęły. - Prowadzimy dochodzenie w tej sprawie. Śledztwo ma wykazać, czy sprzęt zostały skradziony, czy też zaginął z winy policjantów - mówi prokurator Ewa Owsik-Liber z Prokuratury Rejonowej Wrocław Krzyki.

 

Od sierpnia tego roku Inspektorat Komendanta Miejskiego Policji prowadzi postępowanie dyscyplinarne wobec szefa komisariatu Wrocław Krzyki i jego zastępcy. - Zarzuca im się nieprawidłowości w pracy komisariatu, między innymi dotyczące ewidencji i sposobu przechowywania depozytów - mówi Beata Tobiasz z biura prasowego dolnośląskiej policji.

 

Obaj funkcjonariusze złożyli rezygnację po rozmowie z miejskim komendantem policji. Obowiązki szefa krzyckiej placówki pełni od wczoraj podinsp. Jerzy Juszczak, dotychczasowy zastępca komisariatu na Grabiszynku.

 

[autorka: Karolina Łagowska]

 

ps.

Polecam komentarz autora "noidobrze" opublikowany pod artykułem na stronie GW.

10:09, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Mafia

A w Warszawie bagno. Gliniarze handlują sterydami, sprzedają poufne informacje i biją ludzi na zamówienie. Po cholerę utrzymywać formację, która więcej czasu poświęca na pilnowanie własnych szeregów niż ulic?

 

źródło: GAZETA WYBORCZA [15.09.2005]

 

Policjanci handlowali poufnymi informacjami

 

Ośmiu stołecznych policjantów prokuratura oskarża o handel poufnymi informacjami, sprzedawanie narkotyków, pobicie. Śledztwo w sprawie największej policyjnej afery od lat właśnie dobiega końca

 

W kręgu podejrzeń znalazło się w sumie kilkudziesięciu policjantów. Ostatecznie prokurator znalazł dowody przeciwko ośmiu. - Ale i tak skala zjawiska i poczucie bezkarności tych ludzi są przerażające - mówi oficer wydziału inspekcji i kontroli stołecznej policji. - Niektóre rzeczy po prostu nie mieszczą się w głowie.

 

Głównym podejrzanym jest Piotr J., niegdyś policjant z komisariatu na warszawskim Żoliborzu, dziś czekający na proces w areszcie. Prokurator oskarża go o handel narkotykami i sterydami, pobicie oraz sprzedawanie poufnych informacji. Po tym, jak sprawa wyszła na jaw, koledzy zaczęli o nim mówić "człowiek do wynajęcia".

 

Śledztwo zaczęło się dwa lata temu, gdy inny policjant z Żoliborza nabrał podejrzeń, że Piotr J. prowadzi podwójne życie i może być uzależniony od narkotyków. O swoich obawach powiadomił przełożonego. W ten sposób rozpoczęła się sprawa, której nadano kryptonim "Bagno".

 

Policjanci podsłuchiwali komórkę Piotra J. Z treści rozmów wynikało, że z przestępcami współpracują też inni funkcjonariusze.

 

Trzech z ośmiu policjantów, których dziś prokuratura oskarża o handel poufnymi informacjami, pracowało w tzw. Stołecznym Stanowisku Kierowania. Tam mieli dostęp do tajnych baz danych - m.in. z adresami, informacjami o przestępstwach itd.

 

Np. Arkadiusz M., policjant z SSK, sprzedawał informacje o znanych osobach, ale także o stołecznych gangsterach. W sumie wchodził nielegalnie do policyjnych baz danych kilka tysięcy razy.

 

- Akty oskarżenia przeciwko czterem policjantom są już w sądzie. Przeciwko czterem kolejnym postępowanie jeszcze się toczy - mówi Maciej Kujawski, rzecznik stołecznej prokuratury.

 

Inny prokurator dodaje: - Jedyne, co jest optymistyczne w tej sprawie, to że wykryli ją sami policjanci.

 

[autro: Piotr Machajski]

czwartek, 15 września 2005
Represje za pomoc pielęgniarkom

27 września 2005r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie (IX Wydział Karny Odwoławczy - ul. Chopina 1)odbędzie się rozprawa Andrzeja Smosarskiego, oskarżonego o czynną napaść na funkcjonariusza policji podczas demonstracji pielęgniarek w grudniu 2000 roku. Obecny proces jest postępowaniem apelacyjnym - sąd pierwszej instancji dał wiarę zeznaniom policji i ukarał Andrzeja grzywną w wysokości 3700 zł z zamianą 3 tysięcy podstawowej grzywny na 100 dni aresztu. Sprawa ta ma wszelkie znamiona represji za działalność społeczną - Andrzej został bowiem oskarżony o czyn, którego nie popełnił, a zarówno policja, jak i sąd starają się w ten sposób uciszyć krytykę wobec obecnej sytuacji społecznej i zniechęcić do protestów społecznych.

 

W grudniu 2000 r. w Warszawie odbyła się seria protestów środowisk pielęgniarek i położnych, które miały na celu uzyskanie podwyżek dla pracowników i pracownic służby zdrowia. Protesty były reakcją na niskie płace i złą sytuację materialną zatrudnionych w służbie zdrowia - ich głównym postulatem było zwiększenie płac o 203zł. Cel ten udało się osiągnąć dopiero po licznych protestach, z których wiele miało drastyczny przebieg. 18 grudnia, w ramach akcji protestacyjnych, odbyła się blokada Alej Ujazdowskich, zakończona interwencją policji i rozproszeniem demonstrantów. Poza głównym organizatorem - Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych - w proteście wzięła też udział grupa działaczy radykalnej lewicy, zaproszonych przez organizatorów i reprezentujących między innymi: Polską Partię Socjalistyczną, Federację Anarchistyczną i Lewicową Alternatywę (obecnie: Czerwony Kolektyw - Lewicową Alternatywę). Wśród tej grupy znalazł się też Andrzej wraz z kilkoma innymi działaczami Lewicowej Alternatywy. To właśnie po tej demonstracji postawiono mu zarzuty napaści na policjanta.

 

Andrzej został oskarżony o kopnięcie w klatkę piersiową jednego z policjantów - Andrzeja Chmurę (wtedy posiadającego stopień starszego posterunkowego). Czyn ten miał mieć miejsce już po rozproszeniu zgromadzenia przez siły prewencji. Andrzej znajdował się wtedy w otoczonej przez służby porządkowe grupie demonstrantów, która została wyizolowana z tłumu w celu postawienia im zarzutów udziału w nielegalnym zgromadzeniu. Wedle zeznań policjantów, miał on po prostu podejść i kopnąć najbliżej stojącego funkcjonariusza w celu wydostania się poza kordon sił prewencji.

 

Sąd pierwszej instancji dał wiarę zeznaniom policji i zasądził karę 3700 złotych grzywny z zamianą 3 tysięcy grzywny podstawowej na 100 dni aresztu. Był to wyrok o wiele wyższy od tego, o który wnioskowała prokuratura.

 

Zarówno oskarżenie, jak i dotychczasowy przebieg postępowania sądowego mają wszelkie znamiona represji za działalność społeczną. W rzeczywistości, czyn o który Andrzej jest oskarżany, nigdy nie miał miejsca i jest jedynie wymysłem policji. W rzeczywistości - według relacji Andrzeja potwierdzonej przez wielu innych uczestników zajścia - doszło jedynie do przerwania kordonu policyjnego w celu umożliwienia jednej z uczestniczek demonstracji uzyskania pomocy medycznej. Zapewnienie opieki medycznej podczas zgromadzeń masowych jest obowiązkiem służb porządkowych, a te nie dość że tego prawa odmówiły, to jeszcze zastosowały represje wobec tych uczestników zgromadzenia, którzy zdecydowali się przyjść kobiecie z pomocą i przerwać kordon policji. Andrzej wraz z kilkoma innymi osobami został więc oskarżony o rzekomą "czynną napaść", przy czym był świadkiem ustalania fałszywej, "oficjalnej" wersji wydarzeń przez policjantów. Niestety sąd pierwszej

instancji przyjął wersję policjantów i potraktował Andrzeja jak zwykłego chuligana, zwiększając dodatkowo wymiar kary o który wnioskowała prokuratura. Pominięto przy tym całkowicie zeznania innych uczestników demonstracji, którzy potwierdzali wersje wydarzeń Andrzeja (m.in. uzyskał on pisemne potwierdzenie zaproszenia przez ZZ Pielęgniarek) oraz nie zwrócono żadnej uwagi na nieścisłości w zeznaniach policjantów, którzy nie potrafili nawet dokładnie wskazać miejsca rzekomego zajścia.

 

Sprawa ta, poza szokującymi przykładami nierzetelności i złej woli polskich służb porządkowych i sądownictwa, posiada także wymiar polityczny - podobnie jak przy okazji wielu innych protestów społecznych, także i tym razem władze dążą do kryminalizacji osób aktywnie wyrażających sprzeciw wobec obecnej sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej. W tym wypadku fałszywe oskarżenia, nieprzychylne nastawienie sądu i wysoka kara mają najprawdopodobniej na celu zniechęcenie do dalszych protestów. Nie jest to jednak przypadek odosobniony. Działacze ruchów lewicowych, anarchistycznych i pracowniczych systematycznie są szykanowani tak przez policję, jak i sądownictwo. Wystarczy przypomnieć chociażby wydarzenia z kwietnia 2004r., kiedy to przed demonstracją przeciwko Europejskiemu Forum Ekonomicznemu jej potencjalni uczestnicy byli nachodzeni  przez policję i zniechęcano ich do udziału w proteście. Drugim takim rażącym przykładem były represje po demonstracji przeciwko Radzie Europy, kiedy to jedna z grup demonstrantów, powracających już do domów została otoczona przez siły prewencji - część osób została w brutalny sposób aresztowana i postawiono im zarzuty napaści na policjantów (m.in. dziennikarzowi Indymediów, który przez całą demonstracje filmował jej przebieg). Władze chcą w ten sposób najprawdopodobniej utrudnić niezależną działalność społeczną i polityczną. w tym jednak wypadku ich skutek będzie odwrotny do zamierzonych - w obronie Andrzeja zorganizowano bowiem kampanię, która ma między innymi nagłośnić postępowanie policji i sądów wobec działaczy społecznych.

 

[autor: Kuba Grzegorczyk]

 

Strona protestu

Apel o wsparcie kampanii

Kontakt z CK-LA

20:06, jimmy11 , inne
Link Komentarze (1) »
Lenistwo nie zna granic

Kilka dni temu pisałem, że policjantom bardzo nie chce się wyjeżdzać na patrole z zacisznych posterunków. Tym razem sąd uznał, że dwunastokrotne dopuszczenie do okradnięcia tego samego budynku to lekka przesada.

 

źródło: IFP [14.09.2005]

 

Odszkodowanie za niełapanie

 

50 tys. zł odszkodowania od policji domagał się właściciel podkrakowskiej działki za to, że nie zdołała złapać włamywaczy, którzy okradali go 12 razy w ciągu roku. Sąd przyznał mu słuszność.

 

"Sąd wydał wstępny wyrok w tej sprawie, rozstrzygający +co do zasady+. Jeżeli zostanie on utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny, następnym krokiem będzie rozstrzygnięcie co do wysokości odszkodowania" - powiedział sędzia Waldemar Żurek z krakowskiego sądu. Adwokat reprezentujący policję już złożył odwołanie.

Autor pozwu domagał się odszkodowania, ponieważ mimo wielokrotnych wezwań, policja nie zdołała złapać włamywaczy, którzy wyrywali mu okna, wybijali ściany i wyrywali drzwi z futryną z budynku gospodarczego, w którym gromadził m.in. narzędzia i części samochodowe.

 

[autor: dziennikario]

10:46, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 września 2005
Policyjna prowokacja - c.d.

Poniżej ciąg dalszy w sprawie prowokacji podczas sobotniej manifestacji antywojennej we Wrocławiu. Tym razem głos mają oskarżeni.

 

źródło: INDYMEDIA.PL [13.09.2005]

 

Policja napadła na manifestantów

      

Po sobotnim proteście wrocławskich aktywistów związanym z 60-leciem istnienia Śląskiego Okręgu Wojskowego i ustawieniem w związku z tym na wrocławskim rynku bazy ,,Camp Irak'' (relacja tutaj:  http://pl.indymedia.org/pl/2005/09/15842.shtml), policja bardzo szybko przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Według policjantów to protestujący ich zaatakowali, po tym jak funkcjonariusze zażądali zgody na zgromadzenie. Policjanci legitymowali się na żądanie manifestantów itp. W poniedziałek i we wtorek w mediach pojawiły się relacje w dużej mierze oparte na wersji wydarzeń przedstawionej przez policję. Według uczestników protestu, delikatnie rzecz ujmując, taka wersja wydarzeń mija się z prawdą. Z tego też powodu dzisiaj popołudniu zorganizowali oni konferencję prasową, podczas której dementowali nieprawdziwe informacje podane przez policję oraz media.

 

Według aktywistów, gdy Konrad Góra przemawiał przez tubę, a manifestanci znajdowali się pod pręgierzem, do przemawiającego podszedł człowiek, który poprosił go na bok. Gdy Konrad oddawał tubę innemu z protestujących na manifestantów rzuciła się grupa kilku mężczyzn. Wywiązała się szarpanina. Według manifestantów tajniacy ( jak się później okazało) przed zajściem nie pokazali odznak, nawet nie powiedzieli, że są z policji, tym bardziej nie pytali o zezwolenie na zgromadzenie. Ludzie byli zdezorientowani, nie wiedzieli co się dzieje. Padły krzyki,, Prowokacja''. Poturbowano kilka osób. Konrad został skuty kajdankami i zaciągnięty na posterunek straży miejskiej na rynku. Wojciech A., którego nie było przy szarpaninie, gdyż rozdawał ulotki w innym miejscu ,,Camp Irak'' dotarł na miejsce zdarzenia na sam koniec zajścia i widząc osobę oddalającą się z tubą (tajniaka który się nie wylegitymował, co z resztą tajniak przyznał na późniejszej konfrontacji), zaczął go gonić. Ponieważ go nie dogonił, poprosił umundurowanego strażnika miejskiego będącego w pobliżu o zatrzymanie i wylegitymowanie człowieka, który skradł tubę. Strażnik odmówił. Tymczasem tajniak z tubą ,,uciekł'' na posterunek straży miejskiej na rynku. Po przeanalizowaniu całej sytuacji Wojciech A. wraz z trzema innymi osobami dobrowolnie udali się na posterunek straży miejskiej na rynku, by dowiedzieć się co z zatrzymanym Konradem oraz ze skradzioną tubą. Konradowi postawiono zarzut zakłócania porządku publicznego krzykiem i hałasem. Konrad od razu przyznał się do zarzucanego mu wykroczenia. Tymczasem osoby, które dobrowolnie znalazły się na komisariacie zaczęły żądać podania numerów tajniaka, który skonfiskował tubę, wypytywać o Konrada i mówić, że złożą skargę na postępowanie funkcjonariuszy. Policjanci wielokrotnie wchodzili i wychodzili z pomieszczenia, w którym przebywali manifestanci. Jeden z policjantów był wyraźnie podenerwowany. Gdy po raz kolejny wrócił do pomieszczenia, w którym znajdowali się protestujący, oznajmił, że policjanci rozpoznali w Wojtku osobę, która czynnie napadła na funkcjonariusza policji. Według osób przebywających na posterunku stało się tak, dlatego że Wojtek zadawał najwięcej pytań i najbardziej groził złożeniem skargi na postępowanie funkcjonariuszy. Konrada i Wojtka przewieziono na komisariat policji. Trzy pozostałe osoby wypuszczono z posterunku straży miejskiej. Konrada z komisariatu zwolniono tego samego dnia. Wojtek w komisariacie przebywał aż do poniedziałku! Policja postawiła mu zarzut czynnej napaści na policjanta oraz drugi - zakłócania porządku publicznego. Sprawę rozpatruje prokurator. Wojtek na dzisiejszej konferencji powiedział, że czuje się jak z ,,Procesu'' Kafki. Wszystkie osoby, które znalazły się na komisariacie zamierzają złożyć skargę na postępowanie funkcjonariuszy policji. Dodatkowo Wojtek złoży skargę o bezpodstawne zatrzymanie.

 

Na zdjęciach, które zamieściła dzisiejsza prasa, niektórzy z tajniaków nie mają widocznych odznak, a niektórzy mają odznaki zawieszone na szyi. Według demonstrujących możliwe, że podczas szarpaniny, część z tajniaków wyciągnęła odznaki.

 

Należy również wspomnieć, że cały wrocławski rynek jest monitorowany i całe zajście najprawdopodobniej jest dobrze udokumentowane. Tymczasem straż miejska twierdzi, że zapis z zajść jest krótki i niewyraźny. Zapis ten zabrała policja, która nie chce udostępnić go ani dziennikarzom z oficjalnych mediów ani osobom, które brały w zajściach udział.

 

[autor: kisiel]

wtorek, 13 września 2005
Nie chciało się jechać na wieś

Gdzie będzie lepiej niż na komisariacie? Interwencje to niemiła konieczność, którą czasami można odwlec a efektem jest lincz na 60-cio letnim mężczyźnie, 6 podejrzanych w areszcie, 2 dyscyplinarki, 1 wydalenie ze służby. Całkiem niezła statystyka jak na jedną awanturę w maleńkim Włodowie. A to jeszcze nie koniec.

 

źródło: ONET.PL [13.09.2005]

 

Zarzuty za lincz dla policjantów

 

W ciągu najbliższego tygodnia rozstrzygnie się, czy olsztyńska prokuratura postawi zarzuty dwóm policjantom w związku ze zlekceważeniem wezwania do interwencji we Włodowie (Warmińsko-mazurskie), gdzie doszło do linczu na 60-letnim mężczyźnie.

 

W ciągu tygodnia prokuratura zakończy sprawę i zdecyduje, czy umorzyć postępowanie, czy postawić zarzuty - poinformował prokurator rejonowy Prokuratury Olsztyn-Północ Krzysztof Stodolny. Do linczu doszło 1 lipca. Józef C. biegał z maczetą po wsi i groził, że zabije swoją znajomą. Mieszkańcy Włodowa trzykrotnie tego dnia dzwonili do policji z żądaniem interwencji. Policja przyjechała dopiero po kilku godzinach. W tym czasie mężczyźni łomem, szpadlami i kijami pobili Józefa C., ten w wyniku obrażeń zmarł.

 

Według mieszkańców Włodowa, 60-letni Józef C., recydywista, który w zakładach karnych spędził połowę życia, od wielu lat budził postrach - groził, ubliżał, bił rodzinę i sąsiadów.

Pod zarzutem zabójstwa w areszcie przebywa sześciu mężczyzn. Siódmego po dwóch miesiącach prokurator zwolnił z aresztu, ponieważ nie znalazł dowodów, które w wysokim stopniu uprawdopodobniłyby jego udział w zabójstwie.

 

Komendant miejski policji w Olsztynie ukarał już dyscyplinarnie dwóch policjantów, którzy zlekceważyli żądania interwencji we Włodowie.

 

Dyżurny komisariatu policji w Dobrym Mieście, policjant z 26- letnim stażem pracy w policji został wydalony ze służby. Drugi - funkcjonariusz pionu kryminalnego z tego komisariatu otrzymał ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby w policji na zajmowanym stanowisku.

22:02, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Świecił przykładem

Głupota ludzka nie zna granic. Naczelnik prewencji w Chorzowie zakleił w swoim samochodzie część tablicy rejestracyjnej tak, żeby fotoradary nie mogły jej zidentyfikować. A ja się dziwię, że szeregowi funkcjonariusze zachowują się jak z innej planety. Pan naczelnik podobno otrzymał już 100 złotych mandatu a na konsekwencje służbowe musi poczekać. Ja proponuję przymusowe postawienie go przed testem, jaki zdawali w tym roku kandydaci do służby.

 

źródło: GAZETA WYBORCZA [13.09.2005]

 

Policjant zakleił numery swego samochodu

 

Naczelnik wydziału prewencji policji w Chorzowie (Śląskie) zakleił część przedniej tablicy rejestracyjnej oraz numery na nalepce na szybie swojego prywatnego samochodu, co uniemożliwia identyfikację pojazdu np. na zdjęciu z fotoradaru.

 

Jak poinformował we wtorek rzecznik chorzowskiej policji nadkomisarz Mariusz Mazepa, policjant został już ukarany mandatem w wysokości 100 zł - jak każdy kierowca w takiej sytuacji. Komendant miejski policji w Chorzowie polecił natomiast wszcząć czynności wyjaśniające w tej sprawie.

 

"Niezależny rzecznik dyscyplinarny określi, czy ten policjant naruszył dyscyplinę służbową. Choć postąpił nierozsądnie i jego zachowanie jest niezrozumiałe i naganne, trzeba podkreślić, że to nie przestępstwo, a jedynie wykroczenie. Jako obywatel został już ukarany" - powiedział Mariusz Mazepa.

 

Chorzowscy policjanci są zaskoczeni informacją o wykroczeniu, którego dopuścił się szef prewencji. To policjant z długim stażem i doświadczeniem, mający na koncie wiele sukcesów zawodowych.

21:50, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Policyjna prowokacja

W minioną sobotę we Wrocławiu nieumundurowani funkcjonariusze policji dopuścili się prowokacji wobec pacyfistów, demonstrujących na Rynku przeciwko okupacji Iraku. Pokojowa manifestacja odbywała się w tym samym czasie co obchody 60-cio lecia Śląskiego Okręgu Wojskowego. Do grupy osób rozdających ulotki i trzymających transparenty podeszli tajniacy (których odznaki były widoczne (jak utrzymuje rzecznik prasowy policji) / nie były widoczne (jak utrzymują uczestnicy zajścia)) i przystąpili do wykonywania czynności służbowych czyli obezwładniania osoby trzymającej megafon i legitymowania pozostałych. Doszło do przepychanek. Kilka osób zostało odprowadzonych na posterunek straży miejskiej znajdujący się nieopodal, gdzie po chwili zjawili się pozostali demonstranci. Na miejscu zatrzymano jeszcze jedną osobę, która wcześniej miała dopuścić się napaści na policjanta (i taki zarzut został jej przedstawiony).

 

Generalnie jeden wielki absurd. Dlaczeo to nieumundurowani funkcjonariusze rozpoczęli interwencję? Dlaczego musieli być brutalni wobec pacyfistów? Dlaczego nagle się okazało, że kaseta z monitoringu Rynku na nic się nie przyda bo operator nie zdążył uchwycić początku zajścia? Dlaczego tak wybiórczo egzekwowany jest przepis o zgromadzeniach publicznych (które powyżej 15 osób muszą być zgłaszane w urzędzie miejskim)?

 

Sprawę będę z pewnością na bieżąco relacjonował.

 

Linki:

Gazeta Wyborcza, Gazeta Wyborcza Wrocław, Gazeta Wrocławska, Rzecznik policji, Indymedia

Policja w akcji

Krótka opowieść postronnego obserwatora o tym, jak to nasza polska policja dzielnie wojuje (z pseudokibicami i nie tylko). Podczas starć w Mielcu funkcjonariusze zabrali się za pacyfikowanie emerytów. Może od razu trzeba było zrzucić napalm na miasto? Strategia rodem z opowieści o tatarach co to najeżdzają, rabują i gwałcą a potem znikają i nikt nie wie gdzie ich szukać.

 

źródło: SUPER NOWOŚCI [13.09.2005]

 

Policja czy chuligani?

 

Wczoraj przyszedł do naszej redakcji 38-letni Ireneusz Dzieszko z Mielca, harcmistrz ZHR, członek Głównej Kwatery Harcerzy, który opowiedział nam historię mrożącą krew w żyłach. Oto ona:

 

- W niedzielę około godz. 20.30 mój syn wrócił z kościoła i powiedział, że na ulicy coś się dzieje. Powodowany ciekawością wyszedłem z kamerą przed blok przy ulicy Wyspiańskiego i w gronie kilkunastu starszych osób obserwowałem, jak kilkudziesięcioosobowy tłum młodych ludzi, rozebranych do pasa, krzyczy: "mordercy, mordercy". Za nimi pojawiły się policyjne samochody z włączonymi "kogutami".

 

W pewnym momencie młodzi ludzie zatrzymali się i zaczęli wyzywać policjantów. Działo się to w sporej odległości od nas. Po chwili policjanci zaczęli w kierunku rozwrzeszczanego tłumu strzelać, prawdopodobnie gumowymi pociskami. Odpowiedziała im salwa śmiechu. Jeden z policjantów nagle odwrócił się w naszym kierunku i bez żadnego ostrzeżenia zaczął strzelać nad naszymi głowami. W tym momencie z drugiej strony nadbiegł drugi i wypalił z czegoś, co przypominało wąż z wodą. Tyle tylko, że zamiast wody, było tam jakieś świństwo. Ja z racji tego, że wszystko kręciłem kamerą, stałem na linii strzału i zalało mi oczy. Poczułem straszne pieczenie i myślałem, że się uduszę. Po prostu zaparło mi dech w piersiach. Starsi ludzie, którzy stali obok mnie, zaczęli wołać do policjantów: "Panowie, co wy robicie?", ale usłyszeli tylko: "S............ do domu staruchy!" Kiedy zza rogu na chwilę wychyliła się starsza kobieta, też usłyszała od policjanta: "W.......... do domu stara kur..!" Ja zacząłem wołać, żeby mi pomogli, bo nic nie widzę. W odpowiedzi usłyszałem stek wyzwisk w stylu "S......... ch... do domu bo ci poprawimy!" Włos mi się zjeżył na głowie. Ja, który do tej pory uważałem, że ci wszyscy szalikowcy to plaga narodowa, teraz sam mam wątpliwości co do tego, kto jest winien tym wszystkim zadymom - czy to, aby nie policja je prowokuje? Jakimś cudem dotarłem do mieszkania przy Wyspiańskiego i tam u jednej pani trochę przemyłem oczy, a ona zadzwoniła po pogotowie. W karetce założono mi maskę tlenową. Na pogotowie dotarłem po godz. 21. Zaraz po mnie przyjechało dwóch starszych panów tak na oko po sześćdziesiątce. Oni byli na Wyspiańskiego razem ze mną i też oberwali tym obezwładniającym świństwem. Na pogotowiu lekarz powiedział nam, że nie wie, czym nas potraktowano, więc jako antidotum zaproponował nam tylko czystą wodę i jakąś maść. Potem wyczytałem, że gazem, którym nas potraktowano, nie wolno strzelać do starszych ludzi, bo to grozi śmiercią. Po moim samopoczuciu sądząc, uważam, że gdyby czymś takim potraktowano jakiegoś na przykład astmatyka, to by nie przeżył. Teraz zastanawiam się, czy nie oddać sprawy do sądu. Pomijam już, że zniszczono mi doszczętnie odzież. Poważnemu uszkodzeniu uległa również moja kamera. Wydaje mi się, że w cywilizowanym świecie policja tak nie postępuje.

 

[relację spisał: Krzysztof Pipała]

 
1 , 2 , 3
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered