O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
poniedziałek, 08 sierpnia 2005
1 patrol na 65 tys. ludzi

I znowu Świdnica. Rzeczniczka policji usprawiedliwia półgodzinne spóźnienie patrolu tym, że przebywał... w innej części miasta. Świdnica ma 65 tysięcy mieszkańców a o godzinie 21 pilnuje ich dwóch funkcjonariuszy. Do tego po przybyciu na miejsce przestępstwa zaczynają od legitymowania poszkodowanych, co jest oczywiście standardową procedurą.

 

(w artykule zachowałem oryginalną pisownię i będę tak czynił zawsze)

 

źródło: WIADOMOŚCI ŚWIDNICKIE [nr 31/2005 - 2.08-8.08]

 

Jak na WOJNIE

 

Najpierw regularna bitwa toczyła się w budynku. Później przeniosła się na ulicę. W ruch poszły kostki brukowe i kosze na śmieci.

 

Napadnięci przez grupę około dziesięciu wyrostków z niecieszącej się dobrą sławą ulicy Przechodniej mieszkańcy kamienicy przy ulicy Kotlarskiej 14 atak odparli i ujęli jednego z napastników. Policja, mimo wielu telefonów, na miejscu pojawiła się dopiero, jak twierdzą mieszkańcy, po około 35 minutach. - Przyjechało dwóch misiów, którzy zanim zdążyli poprawić pasy na brzuchach pozwolili uciec napastnikom - relacjonuje pan Janek, jeden z mieszkańców kamienicy przy ulicy Kotlarskiej...

 

Wszystko wydarzyło się w poniedziałek 25 lipca około godziny 21:00. Napastnicy przyszli "wyrównać" rachunki z siedemnastolatkiem mieszkającym w tej kamienicy. Gdy uderzyli matkę chłopaka, miarka się przebrała. Zadziałała sąsiedzka pomoc. Siły były wyrównane. (...) Sąsiedzkiemu pospolitemu ruszeniu udało się wyprzeć napastników z budynku. Przed nim jednak młodzi ludzie chwycili za kosze na śmieci i kostki brukowe. Jedna z kobiet została nim raniona. Wreszcie przyjechała policja, której mieszkańcy przekazali jednego z zatrzymanych młodzieńców. - Zamiast łapać napastników, którzy w bramie obok śmiali się ze stróżów prawa policja zaczęła nas spisywać - żalą się lokatorzy z Kotlarskiej.

 

Policja tymczasem nie zasypywała gruszek w popiele, jak twierdzą lokatorzy. - Powiadomiony o zdarzeniu patrol udał się na ulicę Kotlarską o godzinie 21:20 tuż po zakończeniu interwencji przy ulicy Wodnej. Na miejscu zdarzenia zatrzymaliśmy jednego, a w wyniku natychmiast podjętych czynności czterech kolejnych chuliganów. Wszyscy przewiezieni zostali do KPP, gdzie przebadano ich alkotestem - wyjaśnia Katarzyna Czepil, rzecznik prasowy świdnickiej policji. Wszyscy napastnicy w wieku od 13 do 23 lat byli nietrzeźwi. - Dzień później jedna z osób mieszkających przy ulicy Kotlarskiej złożyła zawiadomienie o groźbach karalnych czynionych wobec jej i jej rodziny przez sprawców awantury z 25 lipca. Prowadzimy dochodzenie w tej sprawie. Czyn ten jest zagrożony karą do 2 lat pozbawienia wolności - mówi Czepil.

[autor: ramone]

16:53, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Wielki Brat też czasem przysypia

Idea panoptykonu polega na tym, że jeden strażnik pilnuje wielu więźniów, którzy z przyczyn technicznych nie mogą wiedzieć, czy ktoś ich w danym momencie obserwuje. Istnieje tylko takie prawdopodobieństwo. Przekonałem się o tym kiedyś osobiście, gdy siedząc na Rynku wrocławskim dostałem po mordzie, a stojący za mną Strażnicy Miejscy podeszli i spytali czy coś się stało bo widzieli szarpaninę, ale myśleli, że się z kimś witam [sic!]. Zawiodły i kamery i oczy. Jednak prawdopodobieństwo, że zadziałałyby akurat wtedy gdy ktoś wlewa płyn do mycia naczyń do fontanny wynosi 100%.

żródło: RMF FM [8.08.2005 g.12:46]

Poznań: Kradzież pod okiem policyjnej kamery

Mimo policyjnego monitoringu z poznańskiego Starego Rynku ktoś ukradł charakterystyczną ławkę w kształcie filiżanek z kawą. Wierzyliśmy, że jest to jedno z najbezpieczniejszych miejsc - komentują dziś ci, którzy postawili ławki. 

24 nietypowe ławki stoją na poznańskim rynku zaledwie od końca czerwca. Wykonali je artyści; swoim kształtem imitują tron czarnoksiężnika, filiżanki kawy lub telefon komórkowy.

13:17, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 sierpnia 2005
Przywileje policji

Tytuł pochodzi od redakcji rmf fm. Widać redaktorzy zapomnięli o domniemaniu niewinności. Zastanawia jedynie ulgowe potraktowanie delikwenta przez prokuraturę

źródło: RMF FM [6.08.2005 g. 20:30]

Białystok: Policjant-gwałciciel nie trafi za kratki

38-letni policjant, któremu prokuratura postawiła zarzut zgwałcenia młodej kobiety, nie trafi do aresztu. Białostocki sąd uznał, że dozór policyjny oraz zakaz zbliżania się do poszkodowanej w zupełności wystarczą. Według prowadzących śledztwo, do zdarzenia doszło w środę wieczorem. Policjant został wezwany do mieszkania kobiety, by sprawdzić, dlaczego jest tam zbyt głośno. Na drugi dzień 25-latka złożyła zawiadomienie o gwałcie.

Jeszcze zanim poszkodowana zrobiła to formalnie, policjant zwolnił się ze służby i za zgodą przełożonych, przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Ponieważ mężczyzna sam odszedł ze służby, uniknął postępowania dyscyplinarnego, które jest wszczynane w przypadku postawienia funkcjonariuszowi zarzutów.

Policjant nie przyznaje się go gwałtu.

23:34, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Krzyczeli, że ich zabiją

Informacja z prasy lokalnej sprzed ponad tygodnia, ale nie zawsze mam czas przeglądać gazety na bieżąco. Wiadomości Świdnickie opisują typowy przykład policyjnej "pomyłki". Dwóch mężczyzn zostaje w brutalny sposób zaatakowanych i zatrzymanych przez nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy wyskakują z cywilnego auta. Po spędzeniu kilku nocnych godzin na komisariacie okazuje się, że są niewinni (nie włamywali się do aut) i zostają zwolnieni do domu.

 

Wiadomości Świdnickie nr 30/2005 - 26.07-01.08.2005 r.

 

Krzyczeli, że nas ZABIJĄ

 

Dwóch młodych mężczyzn uważa, że bez powodu zostało brutalnie zaatakowanych przez policjantów.

 

Do zdarzenia miało dojść w nocy z 20 na 21 lipca przy ulicy Prądzyńskiego w Świdnicy, gdzie świdniczanin Darek i jego kolega Tomek, mieszkaniec Burkatowa ćwiczyli na siłowni pod gołym niebem. - Chwilę wcześniej przyjechaliśmy tam z kolegą samochodem. Było pół godziny do północy - relacjonuje 22-letni Darek. - Wokół jeździł samochód Straży miejskiej i jakieś osobowe auta. Nagle z jednego samochodu, który podjechał w to miejsce, wyskoczyło dwóch na czarno ubranych mężczyzn w kapturach. Krzyczeli, że są z policji, wyciągnęli broń i krzyczeli, że nas zabiją. Potem powalili nas na ziemię i bili latarkami po plecach i klatce piersiowej. Nie pokazali żadnej policyjnej odznaki. Myślałem, że to mafia. Tłumaczyłem, że to pomyłka i że jestem niewinny, ale nikt mnie nie słuchał. Ponad dwie minuty częstowano nas prosto w twarz gazem łzawiącym.

 

Później mężczyźni zostali zakuci w kajdanki. Z samochodu Tomka wyciągnięto dwa radia, a do Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy mężczyzn przewiózł przybyły na miejsce radiowóz i samochód cywilny. - Chciałem zgłosić, że zostałem brutalnie pobity przez policjantów, ale poradzono mi, by tego nie robić, bo mogą mnie wtedy zatrzymać na 48 godzin i oskarżyć o zaatakowanie policjantów. Po przesłuchaniu wypuścili nas około 4.00 nad ranem mówiąc, że to pomyłka i wzięli nas za mafię trudniącą się okradaniem samochodów - opowiada Darek, który został szczególnie dotkliwie poturbowany. Po południu 21 lipca Darek udał się do lekarza na obdukcję. Ten stwierdził "krwawe nadbiegnięcia" na plecach i klatce piersiowej, a także mocne otarcia nadgarstków. Lekarz uznał też, że kontuzje mogły nastąpić w określonym przez mężczyznę czasie.

 

W nieco innym świetle wydarzenia relacjonuje policja. Tę zawiadomiła Straż Miejska, której zachowanie mężczyzn wydało się podejrzane. Ich samochód widziany był kilka razy na ulicach Osiedla Młodych. Wieczorem mężczyźni mieli kręcić się wokół samochodów stojących na parkingu, a później stwierdzono, że obudowa tablicy rejestracyjnej stojącego tam Opla była naruszona. Policja nie zaprzecza jednak, że wobec mężczyzn zastosowano środki przymusu bezpośredniego. - W stosunku do obu mężczyzn użyto kajdanek, po założeniu których zaczęli się szarpać i wyrywać, stawiając opór policjantom. Jeden z funkcjonariuszy użył gazu łzawiącego, bo jeden z mężczyzn zaczął szarpać policjanta niszcząc mu koszulę i chwytając za szyję. Wszystkie czynności, które zostały wykonane na miejscu przez policjantów, były zgodne z prawem. -  tłumaczy Katarzyna Czepil, rzecznik prasowy świdnickiej policji. Darek i Tomek nie zamierzają jednak zostawić tej sprawy. - Nie złego nie zrobiliśmy. Rozumiem, że policja może zatrzymać każdego, kto wyda się podejrzany, ale to był brutalny atak, Chcemy złożyć zażalenie do komendanta powiatowego lub wojewódzkiego w tej sprawie - zapowiada Darek.

/ramone/

 

piątek, 05 sierpnia 2005
Oby zawsze tak szybko przyznawali się do błędu

Po opisanej rano w Wyborczej historii o psach, "góra" postanowiła szybko coś zmienić:

Policja nie będzie usypiać psów

Komendant główny policji Leszek Szreder polecił natychmiast zmienić przepis dotyczący policyjnych psów, które odchodzą ze służby. Zgodnie z nim psy odsprzedawane są na przetargu lub usypiane.

Opisaliśmy to w "Gazecie". Napisaliśmy, że wydane trzy lata temu zarządzenie Komendanta Głównego Policji nakazujące w ramach "brakowania" usypiać te psy, które nie znajdą opiekuna jest sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt. Sprawa zainteresował się szef MSWiA Ryszard Kalisz. Stad decyzja szefa Policji Leszka Szredera.

źródło: /pap, es, gw/

22:33, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Zwierzęta jak przedmioty

Pierwszy konkretny wpis w tym blogu i od razu poszerzający jego tematykę. Otóż okazuje się, że policja często nie tylko zwykłych ludzi traktuje w poniżający sposób, ale też zwierzęta, które służą w jej szeregach - czyli bądź co bądź własnych funkcjonariuszy. Gazeta Wyborcza informuje, że policyjne psy, gdy przestają być zdatne do służby (czyli w wieku ok. 9 lat) wystawiane są na przetarg, a w przypadku, gdy nie znajdzie się nabywca - zabijane. W tym miejscu warto przytoczyć fragment z Ustawy o Ochronie Zwierząt:

 

Art. 33.

 

1. Uśmiercanie zwierząt może być uzasadnione wyłącznie:

1) potrzebą gospodarczą,

2) względami humanitarnymi,

3) koniecznością sanitarną,

4) nadmierną agresywnością, powodującą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzkiego,

5) potrzebami nauki, z zastrzeżeniem przepisów rozdziału 9

 

A oto artykuł z GW

 

Pieski los (Przetarg zamiast emerytury)

 

Jak kończy swoją służbę pies policyjny? Trafia na przetarg jak zużyty radiowóz. Jeśli nikt go nie kupi, jest usypiany.

 

W polskiej policji służy około 1400 psów. Zanim trafią do służby, przechodzą ostrą selekcję. Najpierw do Zakładu Kynologii Policyjnej w podwarszawskich Sułkowicach przyjeżdżają prywatni hodowcy, od których policjanci kupują najlepsze okazy. Podstawowa tresura trwa pięć miesięcy.

 

Pies kończy kurs razem z przewodnikiem i potem pracuje tylko z nim. - Jesteśmy z psami non stop. Mieszkają z nami, są bezgranicznie oddane i posłuszne. Ich ciężka służba trwa 9 lat - opowiadają policjanci. Problemy zaczynają się, gdy przepracowane zwierzę przestaje się sprawdzać. - Co roku pies musi dostać tzw. atestację, że nadal nadaje się do służby - mówi przewodnik z łódzkiej komendy miejskiej. - Jeśli nie zda egzaminu, zostaje uznany komisyjnie za "wybrakowanego". Wtedy organizuje się przetarg - policja sprzedaje go jak starą nysę. Prawo pierwokupu mają przewodnicy. Wielu policjantów jednak nie stać na żywienie i kosztowne leczenie schorowanych zwierząt. A policja nie daje już na nie ani grosza.

 

- Jak ich nie wykupimy, trafiają do obcych. Cierpią i zdychają z tęsknoty.

 

A gdy nie znajdzie się chętny, zgodnie z zarządzeniem komendanta głównego policji psy są usypiane.

 

- Psy strażaków i straży miejskiej po zakończeniu służby otrzymują "emeryturę" - pieniądze na utrzymanie, które dostają ich opiekunowie. Psy policyjne w Anglii dostają specjalne buty chroniące przed skaleczeniem łap, a nasze kończą na przetargu lub są usypiane! - mówią policjanci.

 

Alicja Hytrek, rzecznik komendanta głównego policji: - Psy kupujemy i żywimy za pieniądze podatników i musimy je - że tak powiem - rozliczyć. Zapewniam, że przypadki gdy psy trafiają na przetargi, zdarzają się rzadko. Najczęściej wcześniej kupują je policjanci. Sama mam takiego

 

/Agnieszka Urazińska, Marcin Masłwoski, Łódź/

Gazeta Wyborcza 5.08.2005

14:40, jimmy11 , inne
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 sierpnia 2005
Po co piszę?
Zaczynam pisać ten dziennik, ponieważ uważam, że nadużycia policji i bezkarność jej funkcjonariuszy stają się coraz większym zagrożeniem dla swobód obywatelskich w naszym kraju. Mogę to potwierdzić osobiście, gdyż sam wielokrotnie, w najmniej spodziewanych momentach byłem legitymowany, zatrzymywany, kontrolowany i traktowany jak przestępca. Dodatkowo w prasie odnajduję wiele relacji osób, które potwierdzają moją tezę, że coraz częściej to policja stanowi zagrożenie dla porządku i ładu społecznego, prowokując swoim zachowaniem zwykłych ludzi. Od tej pory będę zamieszczał na tej stronie wszystkie informacje, jakie uda mi się znaleźć na ten temat. Mieszkam w Świdnicy i praktycznie każdego tygodnia, lokalna prasa informuje o opieszałości, nadgorliwości czy innych wybrykach lokalnej policji.

Jeśli chcesz pomóc w tworzeniu tej strony pisz proszę na adres jimmy11@gazeta.pl. Mam nadzieję, że będzie to początek zmian.

Bartosz Łabuda

12:13, jimmy11
Link Komentarze (2) »
1 ... 26 , 27 , 28 , 29
 
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered