O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
poniedziałek, 10 lipca 2006
Życie policjanta po służbie

źródło: RMF FM [10.07.06]

Zamiast odpoczywać, co trzeci policjant po zdjęciu munduru rusza z powrotem do pracy. Poza etatem gliniarze są prywatnymi ochroniarzami, detektywami i bramkarzami w dyskotekach. Wielu odzyskuje długi, rozwozi pizzę, a nawet naprawia krany - pisze gazeta "Metro".

Jacek, sierżant z komendy na północy Polski, zarabia 1,5 tys. zł miesięcznie. Na utrzymaniu ma żonę i dwoje dzieci. Policyjnej pensji starcza im zwykle na dwa, trzy tygodnie, dlatego Jacek chętnie chwyta się dodatkowych zajęć. Ostatnio najczęściej dorabia jako bramkarz w dyskotekach. Za jedną noc dostaje 150 zł. - W miesiąc mogę dorobić nawet 600 zł. - zdradza.

Szef Jacka nie zgadza się, żeby jego ludzie pracowali jako bramkarze. Dlatego sierżant tak jak koledzy pracuje na czarno. Jeden na drugiego nie doniesie. - Mamy umowę, że nie tolerujemy tylko tych, którzy biorą łapówki - twierdzi Jacek.

W Polsce jest prawie 100 tys. policjantów. Z szacunków mundurowych wynika, że dorabia tak nawet co trzeci z nich. Są prywatnymi ochroniarzami, detektywami, windykatorami długów, instruktorami strzelania i sztuk walki, rozwozicielami pizzy, złotymi rączkami. Choć przepisy mówią, że każdy musi mieć zgodę przełożonych na taką pracę (wydawana jest maksymalnie na rok i ewentualnie przedłużana), większość nawet się o nią nie stara.

- Jak masz być biegłym sądowym, wykładowcą czy instruktorem jazdy, to szef się zgadza, ale jak chcesz być tylko ochroniarzem, to kręci nosem - tłumaczy Krystian, podkomisarz z południa Polski.

piątek, 07 lipca 2006
Seks z 15-latką na komisariacie

źródło: INTERIA.PL [07.07.06]

Zaginiona 15-letnia poznanianka odnalazła się na Dolnym Śląsku. 26-letni mieszkaniec Lubina zrobił z niej prostytutkę. Prokuratura podejrzewa, że do seksu zmuszano ją również... na komisariacie policji w Rudnej.

Jak informuje "Gazeta Poznańska", dziewczyna była poszukiwana przez policję, po tym jak rodzice zgłosili jej zaginięcie. Nie była to zresztą jej pierwsza ucieczka. Odnaleźli ją lubińscy policjanci. Kiedy dziewczyna zaczęła opowiadać o ostatnich miesiącach swojego życia, wybuchł skandal.

Dziewczyna zamieszkała w Lubinie w mieszkaniu 26-letniego Jakuba M. Ten nie tylko upijał ją piwem i wódką, ale także prostytuował. Seksualne spotkania dziewczyny podobno ustawiał przez internet. Zabierał też połowę zarobionych przez nią pieniędzy.

Na tym jednak nie koniec. Dziewczyna zeznała, że była również wykorzystywana na posterunku policji w Rudnej. Podejrzewa się o to funkcjonariusza służby patrolowej, który ma za sobą 12 lat nienagannej służby. Nieoficjalnie mówiło się o tym, że na posterunek dziewczynę podwożono radiowozem i w to z kolei mógł być zamieszany jeden lub nawet dwóch policjantów z Lubina.

- Zarzuty w stosunku do kolejnych funkcjonariuszy nie potwierdziły się - mówi Beata Tobiasz, rzecznik KWP we Wrocławiu. Jednak to, co udało się ustalić na temat policjanta z Rudnej, okazało się na tyle prawdopodobne, że materiały w tej sprawie przekazano do lubińskiej prokuratury. - Ten policjant został zawieszony i na wniosek Komendanta Powiatowego Policji w Polkowicach zostało wszczęte wobec niego postępowanie dyscyplinarne - mówi Beata Tobiasz. W tej sprawie prokuratura wszczęła osobne śledztwo i na razie nie ujawnia szczegółów.

środa, 05 lipca 2006
Policjanci zatrzymani wz. z korupcją

źródło: RMF FM [05.07.06]

Dwaj funkcjonariusze ze Śremu w Wielkopolsce zostali zatrzymani w związku z korupcją w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego w Poznaniu. Są podejrzani o pośredniczenie w przekazywaniu łapówek w zamian za ułatwienie zdania egzaminu na prawo jazdy. W sumie od końca maja policja zatrzymała w tej sprawie 44 osoby.

Nie miał siły dmuchać w alkomat

źródło: INTERIA.PL [05.07.06]

Kierowanie autem pod wpływem alkoholu zarzuciła prokuratura byłemu już funkcjonariuszowi Komendy Miejskiej Policji w Koninie (Wielkopolskie). Akt oskarżenia przeciw niemu został skierowany do miejscowego sądu.

Jak poinformował rzecznik konińskiej prokuratury okręgowej Jacek Górski, badanie przeprowadzone po zatrzymaniu 43- letniego Henryka A. wykazało, że kierował on autem mając 3,7 promila alkoholu we krwi. Grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło w pierwszym dniu Wielkanocy, 16 kwietnia tego roku. Henryk A., który nie był na służbie, jechał prywatnym samochodem. W okolicy miejscowości Lisewo jego auto, jadące po jezdni zygzakiem zauważył inny kierowca, z zawodu lekarz.

Mężczyzna - podejrzewając, że kierowca dziwnie jadącego auta mógł zasłabnąć - zajechał mu drogę i zmusił do zatrzymania się. Po otwarciu drzwi tego samochodu zobaczył kierowcę, który miał głowę opartą na kierownicy. - Henryk A., kiedy przyjechali wezwani na miejsce jego koledzy policjanci, nie miał siły dmuchać w alkomat, więc pobrano mu krew do badań - powiedział prokurator.

Zaraz po tym zdarzeniu funkcjonariusza zawieszono w czynnościach służbowych, a następnie został zwolniony ze służby. Henryk A. przyznał się do zarzucanego czynu i skorzystał z prawa do odmowy składnia wyjaśnień.

Pienišdze zostały w rodzinie (policji)

źródło: PAP [05.07.06]

Toruńska policja płaci 500 złotych mieszkańcom, którzy złapią graficiarza. Pięć setek właśnie wpadło do kieszeni policjanta - pisze "Gazeta Pomorska".

Dwa miesiące temu toruński komendant miejski policji Janusz Brodziński ustanowił specjalną nagrodę. Obiecał 500 złotych każdemu, kto przyczyni się do zatrzymania graficiarza. W ten sposób policja chciała walczyć z plagą bazgrołów, które pojawiają się nawet na zabytkach.

Okrągła sumka właśnie wpadła do kieszeni policjantowi. Funkcjonariusz został nagrodzony za to, co zrobił w czasie wolnym, gdy nie był na służbie - poinformowała we wtorek Ewa Grzelak, oficer prasowy toruńskiej policji.

Jadąc prywatnym samochodem, po służbie, zauważył nastolatka. Chłopak bazgrał coś na ścianie budynku przy ul. Niesiołowskiego na toruńskim Rubinkowie. Funkcjonariusz zatrzymał auto, wyskoczył z niego, złapał domorosłego malarza i przekazał go kolegom po fachu. Kolejne 500 złotych czeka na następnych nieobojętnych - pisze "Gazeta Pomorska".

Protest pod komendš policji w Pile

źródło: RZECZPOSPOLITA [05.07.06]

Pikietę przeciwko ujawnieniu przez policję danych osób, które interweniowały w sprawie nieprawidłowości w funkcjonowaniu zakładów należących do byłego senatora Henryka Stokłosy, zorganizowali przed komendą policji w Pile pokrzywdzeni. - Domagamy się wyjaśnienia sprawy i ukarania winnych - powiedziała Irena Sienkiewicz, organizatorka pikiety ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej. Według protestujących to z policji miały się wydostać do dziennikarzy i innych nieupoważnionych dane osób, które dzwoniły z prośbą o interwencje w związku z odorem, który wydobywał się z zakładów utylizacji odpadów w Śmiłowie należących do byłego Senatora Henryka Stokłosy.

wtorek, 04 lipca 2006
Śledztwo w sprawie przetargu na samochody

źródło: ONET.PL [04.07.06]

Białostocka prokuratura apelacyjna otrzymała we wtorek materiały dotyczące przetargu sprzed dwóch lat, na samochody terenowe aro dla polskiej policji. Ma zbadać, czy przy jego rozstrzygnięciu nie doszło do przestępstwa.

Rzecznik prasowy prokuratury Janusz Kordulski powiedział PAP, że zanim zostanie ustalony szczegółowy plan śledztwa, prowadzący sprawę prokurator musi zapoznać się z materiałami, którymi dysponuje.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przy przetargu na zakup 105 samochodów aro, komendant główny policji Marek Bieńkowski przesłał do Prokuratury Krajowej pod koniec czerwca

Jak mówił Bieńkowski na konferencji prasowej 22 czerwca w Warszawie, w przetargu na zakup tych aut specyfikacja istotnych warunków zamówienia była tak przygotowana, że nie można było wybrać innej oferty. "Absolutnie nie został spełniony wymóg uczciwej konkurencji" - dodał komendant policji.

Powiedział też, że parę miesięcy wcześniej wysocy funkcjonariusze KGP mieli informacje na piśmie, że radiowozy można kupić prawie o połowę taniej, niż ostatecznie je kupiono z udziałem firmy pośredniczącej.

Bieńkowski poinformował też wtedy, że powołał grupę dochodzeniową do zbadania niektórych przetargów z lat 2001-2005. Wyjaśnił, że zdecydował się powiadomić prokuraturę, bo zebrany dotychczas materiał, świadczył o tym, iż "istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa przez grupę wysokich funkcjonariuszy ówczesnego kierownictwa policji i grupę pracowników logistyki".

W związku ze sprawą przetargu na zakup aro, szef policji odwołał pod koniec czerwca ze stanowisk oraz polecił wszcząć postępowania dyscyplinarne wobec 5 funkcjonariuszy KGP.

Nie pracują, bo mają zarzuty

źródło: GW OPOLE [01.07.06]

Dziesięciu policjantów z komendy miejskiej zostało zawieszonych w pracy, bo prokuratura przedstawiła im zarzuty. Sekcje: kryminalna i ruchu drogowego mają ogromne trudności, by w miarę sprawnie zorganizować swoją pracę

Prokuratura nie chce informować ani o rodzaju zarzutów, ani o dokładnej liczbie funkcjonariuszy, którym je postawiono.

- Postępowania prowadzi wydział śledczy, ale na tym etapie nie będziemy udzielać żadnych informacji - mówi Lidia Sieradzka, rzecznik opolskiej prokuratury.

Jak udało nam się dowiedzieć, zarzuty dotyczą pracowników dwóch sekcji komendy miejskiej. W wydziale kryminalnym postawiono je sześciu osobom. Jednej niedawno cofnięto zawieszenie, więc obecnie nie pracuje pięciu funkcjonariuszy. Nieoficjalnie wiemy, że zarzuty dotyczą nadużycia stanowiska, czyli inaczej mówiąc, policjanci są podejrzani o wymuszanie zeznań lub też zatajanie informacji z nimi związanych.

- Ja zostałem jedynie poinformowany o zawieszeniu policjantów, sprawę prowadzi prokuratura, więc trudno mi mówić o konkretnych zarzutach - twierdzi komendant miejski policji Krzysztof Sochacki. Zapewnia jednak, że mimo problemów kadrowych udało mu się opanować sytuację w sekcji. - Pracuje w niej 22 policjantów. Musieliśmy po prostu dostosować się do nowej sytuacji, nie ma zakłóceń w pracy - zapewnia.

Na tym jednak kłopoty personalne wśród kryminalnych się nie kończą, bowiem właśnie na emeryturę odeszli naczelnik sekcji i jego zastępca.

- Już prowadzimy rozmowy z kandydatami na te stanowiska, więc wkrótce powinni pojawić się następcy - zapowiada komendant.

Podobne problemy są w sekcji ruchu drogowego. Jak ustaliliśmy, tu także pięciu policjantów zostało zawieszonych z powodu prokuratorskich zarzutów. Oficjalnie mówi się o niedopełnieniu obowiązków, nieoficjalnie o odstępowaniu od karania zatrzymanych kierowców w zamian za łapówki.

Brak pięciu policjantów w drogówce to poważny ubytek, zważywszy, że sześciu innych zostało oddelegowanych do szkoły policyjnej. - Do tego dochodzą cztery wakaty w tej sekcji, więc w sumie brakuje 15 policjantów - przyznaje Sochacki.

Przy 49 funkcjonariuszach pracujących w drogówce brakuje więc aż 30 procent obsady. - Możemy liczyć na pomoc komendanta wojewódzkiego, który do pracy w patrolach drogowych kieruje policjantów z Samodzielnego Pododdziału Prewencji. Współpracujemy też ze strażą miejską, dzięki czemu wysyłamy na miasto patrole mieszane, składające się z jednego policjanta drogówki i jednego strażnika - tłumaczy szef opolskich policjantów. Zapewnia też, że wkrótce sytuacja ma się poprawić, bowiem w lipcu do pracy przyjdą nowi funkcjonariusze.

O tym, kiedy zakończy się postępowanie wobec zawieszonych policjantów, prokuratura nie chciała informować.

17:27, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Policjant pobił kolegę

źródło: INTERIA.PL [04.07.06]

43-letni policjant z Bochni Zbigniew B. odpowie przed sądem za pobicie na komendzie kolegi. Akt oskarżenia przeciwko niemu skierowano do sądu.

Policjant został zawieszony w obowiązkach - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Tarnowie Bożena Owsiak.

Do bójki doszło w tajnej kancelarii Komendy Powiatowej Policji w Bochni, za którą odpowiadał inspektor do spraw ochrony informacji niejawnych Zbigniew B.

Na początku stycznia do prowadzonej przez niego kancelarii przyszedł z dokumentami ekspert do spraw kadry i szkolenia Andrzej N. Spotkanie miało burzliwy przebieg; dla Andrzeja N. skończyło się w szpitalu, gdzie stwierdzono m.in. złamanie nosa, wstrząśnienie mózgu, liczne otarcia i zasinienia. Sam Zbigniew B. - instruktor sztuk walki - doznał złamania kości śródręcza. Zdaniem ofiary, nastąpiło to wtedy, gdy zasłonił się przed ciosem grubą księgą.

Oskarżony o pobicie policjanta na służbie Zbigniew B. nie przyznał się do winy, stwierdził, że został sprowokowany uwagami Andrzeja N. na temat swojej rodziny, i "wstąpił w niego ogień". Za pobicie policjanta na służbie grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Biegli ustalili, że w momencie czynu miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem.

Z materiałów prokuratury wynika, że między policjantami istniał konflikt. Zbigniew B. składał liczne doniesienia przeciwko Andrzejowi N., które jednak kończyły się umorzeniami. Andrzej N. odgrywał natomiast rolę tonującą w postępowaniu dyscyplinarnym przeciwko Zbigniewowi B.

Policja naraziła poszkodowanych?

źródło: IFP [30.06.06]

Prawdopodobnie z pilskiej policji wyciekły listy osób, które składały doniesienia o popełnieniu przestępstw. Sprawdzają to Inspektorzy Wojewódzkiej Komendy Policji - informuje "Głos Wielkopolski".

Kontrola prowadzona jest po artykule, który ukazał się w jednym z pism ogólnopolskich. Wśród tych, którzy mieli takie spisy dokładnych danych otrzymać, miał być Henryk Stokłosa, zainteresowany, kto zgłasza policji skargi na fetory wydobywające się z zakładów utylizacyjnych w Śmiłowie.

Mogę potwierdzić, że inspektorzy Wojewódzkiej Komendy Policji byli w tej sprawie w Pile i ją badają - mówi gazecie Radosław Bratkowski z biura prasowego KWP w Poznaniu. Jednak na wyniki dochodzenia trzeba będzie jeszcze poczekać. Rzecznik pilskiej policji zaprzecza, by jakiekolwiek listy osób zgłaszających popełnienie przestępstwa mogły być przekazane osobom postronnym.

Jedyna instytucja, której takie dane udostępniliśmy, to Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który zwrócił się o nie do nas, gdy prowadził sprawę zakopania szczątków zwierzęcych w Śmiłowie - mówi Sebastian Chabowski z pilskiej Komendy Powiatowej Policji. W takich przypadkach mamy prawo i obowiązek przekazywania danych - dodaje.

Listy musiały gdzieś wypłynąć - przekonuje Jolanta Koper z Grabówna, która sama wielokrotnie zawiadamiała policję o fetorach wydobywających się ze śmiłowskich zakładów lub z wozów przewożących szczątki zwierzęce.

Osoba, która do takiej listy dotarła, zadzwoniła do mnie, znała moje dane i numer telefonu. Podobnie było z kilkoma moimi znajomymi i krewnymi. Podobno Henryk Stokłosa miał ten spis nazywać listą wrogów. W tej sytuacji postanowiłam złożyć w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa bezprawnego przekazania przez policję moich danych osobom postronnym - tłumaczy "Głosowi Wielkopolskiemu".

10:09, jimmy11 , inne
Link Dodaj komentarz »
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered