O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
wtorek, 05 września 2006
Podlaskie: telefony komórkowe nie w szkołach

źródło: IAR [05.09.06]

Podlaska policja wystąpiła do kuratora oświaty z wnioskiem o wprowadzenie zakazu przynoszenia telefonów komórkowych do szkół. Wszystko po to by zapewnić bezpieczeństwo uczniom.
Według policji, wprowadzenie takiego zakazu z pewnością poprawi bezpieczeństwo w szkołach. Takie zakazy wprowadziło już kilka szkół w kraju.

Na razie kuratorium nie odpowiedziało na ten wniosek. Wprowadzenie zakazu noszenia telefonów komórkowych w szkołach to jeden z elementów akcji policji, która ma poprawić bezpieczeństwo uczniów. Od wczoraj funkcjonariusze z drogówki prowadzą też akcję" Bezpieczna droga do szkoły". W okolicach szkół pojawiło się więcej patroli, policjanci prowadzą też akcje informacyjne i rozdają znaczki odblaskowe.

poniedziałek, 04 września 2006
Poznań: więcej mandatów dla rowerzystów

źródło: GŁOS WIELKOPOLSKI [04.09.06]

Cykliści nie mają łatwego życia. Duży ruch samochodowy na drogach oraz brak ścieżek rowerowych zmusza ich do jazdy po chodnikach. To denerwuje pieszych. W Jarocinie policja wypowiedziała rowerzystom wojnę. Jazda na chodniku nie będzie tolerowana. Funkcjonariusze sięgają po delikatniejsze słowa.

- To nie jest wojna z cyklistami - mówi młodszy inspektor Krzysztof Nadera z Komendy Powiatowej Policji w Jarocinie. - Rozumiemy, że z braku ścieżek, rowerzyści wolą jeździć po chodnikach, bo to dla nich bezpieczne. Jednak muszą brać pod uwagę również to, że chodzą tam piesi.

Na pobłażliwość nie mogą też liczyć rowerzyści w Poznaniu.
- Policjanci i strażnicy miejscy powinni ostro wziąć się za kierowców, którzy nagminnie przekraczają dozwoloną prędkość i są bezkarni - komentuje Ryszard Rakower, prezes poznańskiej Sekcji Rowerzystów Miejskich.

Najczęstsze przewinienia rowerzystów? Zdaniem Krzysztofa Nadery, szefa Komendy Powiatowej Policji w Jarocinie, to jazda rowerem przez przejście dla pieszych. Przepisy mówią wyraźnie: rower trzeba przeprowadzić na drugą stronę ulicy. - Na ulicy skrzyżowaniu ulic Wojska Polskiego i Świętego Ducha, zjeżdżający z chodnika cyklista wjechał wprost pod samochód. Został poważnie ranny - przypomina jedno z ostatnich wydarzeń i dodaje: - Policjanci najpierw będą pouczać, a gdy to nie poskutkuje, wykroczenia karane będą mandatem. Będziemy zwracać również uwagę na wyposażenie rowerów w światła. Jest to ważne szczególnie jesienią i zimą, gdy szybko zapada zmierzch Poza tym, na pobłażanie nie mogą też liczyć rowerzyści, którzy jeżdżą po pijanemu.

W opinii Jacka Kasprzaka, szefa szkolenia Kaliskiego Towarzystwa Kolarskiego, zamiast ścigać i surowo karać rowerzystów, policjanci powinni się zająć propagowaniem ścieżek rowerowych i kultury jazdy wśród cyklistów. - Jazda po chodnikach, to kwestia umowy i zdrowego rozsądku - przekonuje.

Rowerzyście wolno jeździć chodnikiem tylko w sytuacji, jeśli przy jezdni nie ma specjalnie oznakowanej ścieżki lub na ulicy dopuszczalna jest prędkość powyżej 50 kilometrów na godzinę. - Cyklista musi jednak zachować szczególną ostrożność i uważać na pieszych - mówi Przemysław Piwecki z poznańskiej straży miejskiej. - My nie organizujemy żadnych akcji, tylko od początku sezonu rowerowego staramy się walczyć z rowerzystami na chodnikach - zwraca uwagę Józef Klimczewski, naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. - Jest to ogromny problem, bo cyklista potrafi pędzić 30-40 kilometrów na godzinę, a to stwarza realne zagrożenie dla pieszego. Na pewno nie będziemy tolerancyjni.
- Policjanci i strażnicy miejscy powinni być bardziej wyrozumiali dla rowerzystów jeżdżących po chodnikach, a ostro wziąć się za kierowców, którzy nagminnie przekraczają dozwoloną prędkość i są bezkarni - mówi Ryszard Rakower, prezes poznańskiej Sekcji Rowerzystów Miejskich - Jeżeli cyklista porusza się wolno, ostrożnie i zwraca uwagę na pieszych, nie powinien być karany. Do jazdy niezgodnie z przepisami zmusza go troska o własne zdrowie, bo na ruchliwych ulicach jest niebezpieczne. Kierowcy zwykle traktują cyklistów jak zło konieczne.

Mandaty i kary
- 50 złotych - za jazdę rowerem po chodniku
- 150 złotych - za jazdę przez przejście dla pieszych
- 200 złotych - za jazdę bez świateł od zmierzchu do świtu
- Odebranie karty rowerowej lub prawa jazdy za jazdę po pijanemu (powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi). Takie przewinienie traktowane przestępstwo.

czwartek, 31 sierpnia 2006
Warszawa: przesłuchany w sprawie psich kup

źródło: GW [30.08.06]

Znanego rysownika "Przekroju" przesłuchała wczoraj policja. Chodzi o sprawę wtykania biało-czerwonych flag w psie kupy. - Policjant był bardzo miły, ale miał wielki pistolet - mówi Marek Raczkowski

- Było sympatycznie. Policjant był bardzo miły. Miałbym jednak prośbę do policji. Może w przyszłości do spraw artystów będzie ona wysyłać mniejszych policjantów, widziałem takich na korytarzu. Ten, który mnie przesłuchiwał, był wielki, miał ponad 1,9 m wzrostu i ogromny pistolet przy boku. Z prawdziwymi nabojami - relacjonuje swoją wizytę na komendzie Raczkowski. - To zastanawiające. Zostałem przesłuchany jako świadek w sprawie, w której sam miałem popełnić przestępstwo, i na dodatek sam na siebie doniosłem.

Marek Raczkowski trafił na komendę, ponieważ w prokuraturze toczy się dochodzenie w sprawie znieważenia flagi narodowej. Rysownik, który walczy z problemem psich kup, powiedział kilka miesięcy temu na antenie Radia TOK FM, że wetknął w psie kupy leżące na warszawskich trawnikach 70 małych chorągiewek w biało-czerwonych barwach. Trzech oburzonych słuchaczy złożyło doniesienie o popełnieniu przestępstwa.

Sprawą zajęła się wówczas Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Szefowa KRRiT Elżbieta Kruk upomniała szefową rozgłośni, by ta zwracała większą uwagę na to, co mówi się na antenie. Chodziło m.in. o to, że Jakub Janiszewski, prowadzący audycję z udziałem Raczkowskiego, nie zareagował na jego opowieść o kupach, a jedynie wybuchnął śmiechem.

KRRiT jednak nie odpuszcza i wraca do problemu flag w psich kupach.

Kilka dni temu, gdy TOK FM informowało o prokuratorskim dochodzeniu, na antenie powtórzono audycję z opowieścią Raczkowskiego, by słuchacze wiedzieli, w czym rzecz. Teraz TOK FM musi więc dostarczyć do KRRiT nagranie z powtórką audycji i przesłać swoje stanowisko w sprawie "przyczyn ponownej emisji audycji pomimo wskazania w moim [Elżbiety Kruk] piśmie z 31 maja br. na naruszenie prawa w treści audycji oraz wezwania do wyeliminowania tego rodzaju naruszeń w rozpowszechnianiu programu".

Elżbieta Kruk uważa, że na antenie doszło do propagowania działań niezgodnych z racją stanu (naruszenie art. 18 ustawy o RTV) oraz złamania ustawy o fladze narodowej uchwalonej w 1980 r.

poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Warszawa: nowy nadzorca policji z milicji

źródło: IFP [28.08.06]

Spowodował kolizję i uciekł z miejsca zdarzenia, jako policjant pracował w sztabie wyborczym Hanny Gronkiewicz-Waltz w wyborach prezydenckich, w milicji ciągnął prąd na lewo, na czym został przyłapany. Teraz Marek Surmacz, poseł PiS, będzie nadzorował pracę policji.

W kwietniu br. Marek Surmacz pędził wąską drogą między Santokiem a Gorzowem Wlkp. Nie ustąpił pierwszeństwa i lusterkiem oderwał lusterko w drugim aucie. Nawet nie zahamował, tylko jechał dalej.

Pirat uciekinier

- Mój mąż się zatrzymał, a on jechał dalej. Zaczęliśmy go gonić - mówi nam Alicja Jankowska. - W końcu po 3 kilometrach dogoniliśmy go przed skrzyżowaniem. Zajechaliśmy mu drogę. Pan poseł wyskoczył ze swojego samochodu i krzyczał, że to nie jego wina i że nie wiemy, z kim mamy do czynienia.

Jankowscy telefonem komórkowym zrobili zdjęcie tablic rejestracyjnych auta Surmacza i wezwali policję. Kiedy poseł wiedział, że bez policji się nie obędzie, wręczył Jankowskim wizytówkę i odjechał. - Był opryskliwy i brutalny - mówi Alicja Jankowska. - Pojechaliśmy do komisariatu.

To on był agresywny

- Gość był agresywny. Oni najpierw uciekali. Ten mężczyzna wyciągnął mnie prawie z samochodu - mówi Marek Surmacz. - Zawiadomiłem telefonicznie policję. Nie mówię, że to nie była moja wina. Odszkodowanie wypłacono z mojej polisy.

- Zawiadomił policję, jak był pod Poznaniem. Od miejsca zdarzenia przejechał już ponad 100 km - mówi jeden z policjantów.
Wszystko było spiskiem

Marek Surmacz w 1977 r. rozpoczął karierę w milicji. Trafił do pułkownika Lecha Kosiorowskiego, funkcjonariusza SB i szefa gorzowskiej milicji. Policjanci twierdzą, że to właśnie Kosiorowski ratował Surmacza z różnych opresji. W 1981 r. Surmacz dostał służbowe mieszkanie. Zamieszkał z kolegą.Dwa lata później energetycy podczas kontroli zauważyli, że Surmacz na lewo ciągnie prąd. Zgłosili sprawę milicji.

- Mój kolega, zresztą zomowiec, ściągnął mi tę kontrolę. Chcieli mnie skompromitować. Zresztą on ciągnął ten prąd - odrzuca zarzuty wiceminister Surmacz.

Polityczny gliniarz

W 1995 r. zaangażował się w kampanię wyborczą Hanny Gronkiewicz-Waltz. Był w jej gorzowskim sztabie wyborczym. Organizował jej konferencję. Za to został dyscyplinarnie wyrzucony z policji w 1996 r.

- Policjant musi być apolityczny. Nie może się angażować w takie działania. On się odwoływał do ministra spraw wewnętrznych, ale ten podtrzymał decyzję komendanta wojewódzkiego o wydaleniu go ze służby - powiedział nam Jerzy Stańczyk, ówczesny komendant główny.

- Wielu policjantów angażowało się wtedy w wybory - ripostuje Surmacz.

Gwoli prawdy trzeba przyznać, że Surmacz wykazał się raz heroiczną postawą. W 1983 roku był nieugięty, kiedy naczelnik wydziału kryminalnego spowodował wypadek pod wpływem alkoholu, i odebrał mu prawo jazdy. Była sprawa karna. Nie składał również fałszywych zeznań, kiedy był naciskany. Jednak później jego kariera jest pełna nagannych zachowań.

Będzie teraz ważną personą

Marek Surmacz (51 l.), poseł PiS, został wczoraj wiceministrem SWiA, odpowiedzialnym za służby mundurowe, w tym policję. Ostatnio przeprowadził przez Sejm ustawę o CBA. Wcześniej był radnym w Gorzowie Wielkopolskim. Stracił mandat w 2000 r., kiedy przegrał proces o zniesławienie z inną radną, Grażyną Wojciechowską. Był asystentem Kazimierza Marcinkiewicza i dyrektorem jego biura.

środa, 16 sierpnia 2006
Wstrzymali nadawanie nielegalnego radia

źródło: RZECZPOSPOLITA [16.08.06]

Policja wstrzymała nadawanie radia założonego bez zezwolenia przez 20-letniego niewidomego radioamatora z gminy Biała Piska. Audycja pod nazwą 'BIT' była nadawana od początku wakacji. Można było usłyszeć piosenki na życzenie, a także pozdrowić innych słuchaczy.

wtorek, 08 sierpnia 2006
Antyterroryści wyjdą na ulice

źródło: MEDIA.WP.PL [6.08.06]

"Dziennik" zapowiada, że członkowie elitarnych oddziałów antyterrorystycznych wrócą na ulice polskich miast. Komenda Główna ponownie zamierza ich użyć do patrolowania i pilnowania ważnych obiektów, bo pierwsza próba - w Warszawie - zakończyła się według policji sukcesem.

Antyterroryści w lutym tego roku zostali w stolicy włączeni do normalnej służby patrolowej - chodzili po ulicach i legitymowali podejrzane osoby. Nowa akcja nie będzie już eksperymentem i obejmie całą Polskę. Zadania też będą trochę inne.

Ta akcja właśnie się zaczyna. Ale policjanci z jednostek antyterrorystycznych nie będą chodzić na zwykłe patrole, zostaną wykorzystani do zabezpieczenia strategicznych obiektów, miejsc publicznych w obliczu sytuacji zagrożenia terrorystycznego lub kryminalnego. Na pewno nie będą szlifować bruku - przekonuje młodszy inspektor Paweł Biedziak, dyrektor biura komunikacji społecznej KGP.

Ważnym obiektem będzie np. most, dworzec, gazownia, ujęcie wody - zdecyduje o tym komenda główna lub wojewódzka, uznając, że zagrożenie atakiem jest tam większe niż zazwyczaj.

To będą pełne posterunki, jak np. na warszawskim lotnisku Okęcie. Ile taka ochrona potrwa, to będzie zależeć od sytuacji. Kilka godzin, dni lub dłużej - mówi Biedziak.

Nie do tego jesteśmy szkoleni. To kompletny absurd. Zapłaćcie nam za nasze kwalifikacje porządnie, to będzie inna rozmowa - mówi "Dziennikowi" członek jednego z oddziałów antyterrorystycznych. Nowe zadania antyterroryści będą jednak musieli wykonywać za te same pieniądze, co teraz w ramach służby.

środa, 05 lipca 2006
Pienišdze zostały w rodzinie (policji)

źródło: PAP [05.07.06]

Toruńska policja płaci 500 złotych mieszkańcom, którzy złapią graficiarza. Pięć setek właśnie wpadło do kieszeni policjanta - pisze "Gazeta Pomorska".

Dwa miesiące temu toruński komendant miejski policji Janusz Brodziński ustanowił specjalną nagrodę. Obiecał 500 złotych każdemu, kto przyczyni się do zatrzymania graficiarza. W ten sposób policja chciała walczyć z plagą bazgrołów, które pojawiają się nawet na zabytkach.

Okrągła sumka właśnie wpadła do kieszeni policjantowi. Funkcjonariusz został nagrodzony za to, co zrobił w czasie wolnym, gdy nie był na służbie - poinformowała we wtorek Ewa Grzelak, oficer prasowy toruńskiej policji.

Jadąc prywatnym samochodem, po służbie, zauważył nastolatka. Chłopak bazgrał coś na ścianie budynku przy ul. Niesiołowskiego na toruńskim Rubinkowie. Funkcjonariusz zatrzymał auto, wyskoczył z niego, złapał domorosłego malarza i przekazał go kolegom po fachu. Kolejne 500 złotych czeka na następnych nieobojętnych - pisze "Gazeta Pomorska".

Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered