O policyjnych prowokacjach można sporo przeczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji. Wyrażenie to ma najczęsciej pozytywne znaczenie, gdy na przykład funkcjonariusze rozbiją szajkę bandytów. Zdarza się jednak i tak, że sami zachowują się jak przestępcy i o tym tutaj.
poniedziałek, 11 września 2006
Opole: oskarżeni o usiłowanie gwałtu

źródło: GW [11.09.06]

Prokuratura Okręgowa w Opolu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciw sześciu policjantom z tamtejszej komendy miejskiej policji. Wśród zarzutów są m.in. usiłowanie gwałtu, oraz wymuszenia zeznań" - poinformowała w poniedziałek rzeczniczka opolskiej prokuratury okręgowej, Lidia Sieradzka.

Najcięższe przestępstwa prokurator zarzuca Tomaszowi J., który w momencie popełnienia zarzucanych mu czynów był policjantem wydziału kryminalnego opolskiej komendy miejskiej. "Łącznie postawiliśmy mu kilkanaście zarzutów, wśród których jest m.in. usiłowanie gwałtu i wymuszanie zeznań przemocą, groźbą i biciem" - powiedziała Sieradzka.

Do próby zgwałcenia, oraz doprowadzenia do "innej czynności seksualnej" doszło w budynku komendy miejskiej policji, w pomieszczeniu służbowym Tomasza J. W tym samym miejscu funkcjonariusz miał dopuszczać się wymuszania zeznań u zatrzymanych.

"Były to wymuszenia przyznania się do winy, lub obciążenia innych przez osoby zatrzymane za rozboje i przestępstwa zw. z narkotykami" - wyjaśniła rzeczniczka.

Tomasz J. jest również oskarżony o bezprawne przechowywanie i dysponowanie skradzionymi dowodami osobistymi, a także przekroczenie uprawnień, oraz nie podjęcie czynności służbowych w sprawie wymuszenia rozbójniczego. "Zamiast tego mężczyzna zlecił innej osobie +załatwienie+ tej sprawy za wynagrodzeniem" - relacjonowała prok. Sieradzka.

Tomaszowi J., który do dziś przebywa w areszcie grozi kara do 10 lat więzienia. "Dziś gwałt jest zagrożony karą do 12 lat pozbawienia wolności, ale w chwili popełnienia czynu górną granicą było 10 lat" - wyjaśniła Sieradzka.

Oprócz Tomasza J. na ławie oskarżonych zasiądzie pięciu innych funkcjonariuszy policji. Obecnie są oni zawieszeni w czynnościach, a jedna osoba odeszła na rentę.

Współoskarżeni albo pomagali w wymuszaniu zeznań, albo - wiedząc o przestępczych praktykach jakich dopuszczał się Tomasz J. - nie zapobiegli im, i nie powiadomili o tym przełożonych.

piątek, 07 lipca 2006
Seks z 15-latką na komisariacie

źródło: INTERIA.PL [07.07.06]

Zaginiona 15-letnia poznanianka odnalazła się na Dolnym Śląsku. 26-letni mieszkaniec Lubina zrobił z niej prostytutkę. Prokuratura podejrzewa, że do seksu zmuszano ją również... na komisariacie policji w Rudnej.

Jak informuje "Gazeta Poznańska", dziewczyna była poszukiwana przez policję, po tym jak rodzice zgłosili jej zaginięcie. Nie była to zresztą jej pierwsza ucieczka. Odnaleźli ją lubińscy policjanci. Kiedy dziewczyna zaczęła opowiadać o ostatnich miesiącach swojego życia, wybuchł skandal.

Dziewczyna zamieszkała w Lubinie w mieszkaniu 26-letniego Jakuba M. Ten nie tylko upijał ją piwem i wódką, ale także prostytuował. Seksualne spotkania dziewczyny podobno ustawiał przez internet. Zabierał też połowę zarobionych przez nią pieniędzy.

Na tym jednak nie koniec. Dziewczyna zeznała, że była również wykorzystywana na posterunku policji w Rudnej. Podejrzewa się o to funkcjonariusza służby patrolowej, który ma za sobą 12 lat nienagannej służby. Nieoficjalnie mówiło się o tym, że na posterunek dziewczynę podwożono radiowozem i w to z kolei mógł być zamieszany jeden lub nawet dwóch policjantów z Lubina.

- Zarzuty w stosunku do kolejnych funkcjonariuszy nie potwierdziły się - mówi Beata Tobiasz, rzecznik KWP we Wrocławiu. Jednak to, co udało się ustalić na temat policjanta z Rudnej, okazało się na tyle prawdopodobne, że materiały w tej sprawie przekazano do lubińskiej prokuratury. - Ten policjant został zawieszony i na wniosek Komendanta Powiatowego Policji w Polkowicach zostało wszczęte wobec niego postępowanie dyscyplinarne - mówi Beata Tobiasz. W tej sprawie prokuratura wszczęła osobne śledztwo i na razie nie ujawnia szczegółów.

wtorek, 04 lipca 2006
Policjant pobił kolegę

źródło: INTERIA.PL [04.07.06]

43-letni policjant z Bochni Zbigniew B. odpowie przed sądem za pobicie na komendzie kolegi. Akt oskarżenia przeciwko niemu skierowano do sądu.

Policjant został zawieszony w obowiązkach - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Tarnowie Bożena Owsiak.

Do bójki doszło w tajnej kancelarii Komendy Powiatowej Policji w Bochni, za którą odpowiadał inspektor do spraw ochrony informacji niejawnych Zbigniew B.

Na początku stycznia do prowadzonej przez niego kancelarii przyszedł z dokumentami ekspert do spraw kadry i szkolenia Andrzej N. Spotkanie miało burzliwy przebieg; dla Andrzeja N. skończyło się w szpitalu, gdzie stwierdzono m.in. złamanie nosa, wstrząśnienie mózgu, liczne otarcia i zasinienia. Sam Zbigniew B. - instruktor sztuk walki - doznał złamania kości śródręcza. Zdaniem ofiary, nastąpiło to wtedy, gdy zasłonił się przed ciosem grubą księgą.

Oskarżony o pobicie policjanta na służbie Zbigniew B. nie przyznał się do winy, stwierdził, że został sprowokowany uwagami Andrzeja N. na temat swojej rodziny, i "wstąpił w niego ogień". Za pobicie policjanta na służbie grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Biegli ustalili, że w momencie czynu miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem.

Z materiałów prokuratury wynika, że między policjantami istniał konflikt. Zbigniew B. składał liczne doniesienia przeciwko Andrzejowi N., które jednak kończyły się umorzeniami. Andrzej N. odgrywał natomiast rolę tonującą w postępowaniu dyscyplinarnym przeciwko Zbigniewowi B.

poniedziałek, 26 czerwca 2006
Oskarżeni o pobicie działacza sportowego

źródło: ONET.PL [26.06.06]

Dwaj policjanci z Komendy Miejskiej Policji zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień i udział w pobiciu działacza sportowego przy zatrzymywaniu uczestników burd, do których doszło w czasie i po III-ligowym meczu w Lublinie we wrześniu ub. roku.
Policjanci nie przyznają się do winy.

Jak poinformował w poniedziałek zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie Andrzej Lepieszko, akt oskarżenia przeciwko nim został skierowany do Sądu Rejonowego w Lublinie.

Oskarżeni policjanci - 28-letni Sebastian C. oraz 29-letni Robert G. - uczestniczyli w zabezpieczaniu meczu Motoru Lublin z Avią Świdnik. Prokurator zarzuca im przekroczenie uprawnień podczas zatrzymania działacza społecznego klubu sportowego Motor Lublin, Wojciecha P. Według aktu oskarżenia, policjanci bili go pięścią w brzuch, pałką oraz kopali po całym ciele. Wojciech P. doznał m.in. złamania żebra. Funkcjonariusze mieli też grozić mu zabójstwem.

Ponadto Sebastianowi C. zarzucono, że w trakcie zatrzymywania zniszczył telefon komórkowy działacza. Robertowi G. prokuratura zarzuca poświadczenie nieprawdy w protokole zatrzymania. Policjant - wbrew temu, co napisał w dokumencie - nie poinformował zatrzymanego o jego prawach m.in. do kontaktu z adwokatem i zawiadomienia rodziny o zatrzymaniu.

Funkcjonariusze nie przyznają się do winy. Sebastian C. powiedział, że nie brał udziału w zatrzymaniu Wojciecha P. i został wskazany omyłkowo, natomiast Robert G. zaprzecza jakoby bił zatrzymanego. Obu grozi do pięciu lat więzienia.

Po wszczęciu śledztwa w ich sprawie, policjanci byli zawieszeni w czynnościach służbowych przez okres około miesiąca. "Zostali przywróceni do pracy i obecnie normalnie pełnią służbę" - poinformowała Agnieszka Kwiatkowska z biura prasowego policji w Lublinie.

Podczas burd wywołanych przez kibiców w Lublinie w czasie i po meczu piłkarskim Motor Lublin - Avia Świdnik rannych zostało sześciu policjantów i jedenastu pracowników ochrony. Kibice rzucali w nich płytami chodnikowymi, deskami i metalowymi rurami. Chuligani demolowali stojące wokół stadionu samochody, zniszczyli policyjnego poloneza, palili opony.

Policja użyła broni gładkolufowej i armatek wodnych. Zatrzymano w sumie 39 osób, w tym 11 nieletnich - ich sprawą zajmuje się Sąd Rodzinny i Nieletnich.

W maju prokuratura oskarżyła 28 kibiców - w wieku od 17 do 58 lat - o napaść na funkcjonariuszy policji i pracowników ochrony oraz zniszczenie mienia. Większość oskarżonych to ludzie młodzi. Grozi im kara do 10 lat więzienia.

Policjant podejrzany o pobicia

źródło: RMF FM [26.06.06]

W Częstochowie zatrzymano policjanta podejrzanego o pobicia. Mężczyzna został aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu kara nawet 8 lat więzienia.

Katowiccy policjanci nie chcą wypowiadać się na temat oskarżeń wobec kolegi. Potwierdzają jedynie, że ich kolega z komisariatu w Częstochowie został zatrzymany.

O szczegółach mówił prokurator: chodzi o dwa pobicia, do których doszło prawie rok temu w dyskotekach w jednej z miejscowości pod Częstochową. Policjant z kilkoma innymi osobami pobił mężczyznę. Ofiarę wożono w bagażniku samochodu, straszono pistoletem i kilkakrotnie uderzono policyjną pałką. Kilka miesięcy później doszło do kolejnego pobicia - tym razem skończyło się na rękoczynach i wyrzuceniu poszkodowanego mężczyzny z dyskoteki. Trzeba zaznaczyć, że policjant do dyskoteki chodził prywatne, już po służbie.

Poza samym pobiciem zarzuty wobec policjanta dotyczą także gróźb. Takie - zdaniem prokuratora bardzo realne - ostrzeżenia usłyszała znajoma policjanta.

czwartek, 04 maja 2006
Konstytucyjna szarpanina

źródło: IFP [4.05.06]

Zgrzyt na wojewódzkich uroczystościach trzeciomajowych w Świnoujściu. Policja siłą usunęła dwoje starszych ludzi, którzy trzymali transparent zarzucający prezydentowi miasta łamanie konstytucji. - To brutalne łamanie praw obywatelskich - grzmi "Solidarność" i śle skargi do Ludwika Dorna i Zbigniewa Ziobry.

Skarga świnoujskiego oddziału NSZZ "Solidarność" do dwóch ministrów (sprawiedliwości i spraw wewnętrznych), była gotowa już dwie godziny po incydencie. "3 maja doszło do rzeczy niesłychanej" - alarmuje w niej szef "S" w Świnoujściu Władysław Cholewa. Co się stało?

Do incydentu doszło podczas regionalnych uroczystości Święta Konstytucji. Do Świnoujścia zjechały wczoraj z tej okazji wojewódzkie VIP-y: wojewoda, marszałek, bp Jan Gałecki, posłowie. Pod pomnik Bohaterom walk o niepodległość Rzeczypospolitej przyszedł też 54-letni Anatol Tyszkiewicz z żoną Bożeną. Rozwinęli transparent: "Prezydent Świnoujścia łamie konstytucję RP". Napis to podsumowanie sporu, jaki małżeństwo toczy z prezydentem Świnoujścia Januszem Żmurkiewiczem o należącą do nich ziemię. Miasto chce poprowadzić przez ten teren drogę do innych działek, argumentując, że Tyszkiewiczowie muszą zapewnić służebność. Oni nie chcą o tym słyszeć.

Mała manifestacja zwróciła uwagę Straży Miejskiej: funkcjonariusze kazali małżeństwu przesunąć się na bok.

- Państwo Tyszkiewiczowie stali na drodze pocztowi sztandarowemu, który miał wciągnąć na maszt flagę - tłumaczy Robert Karelus, rzecznik prezydenta Świnoujścia.

Tyszkiewiczowie nie awanturowali się i zmienili miejsce. Stanęli kilka metrów dalej, koło pomnika. "Spokojnie, milcząco trzymali transparent" - pisze do ministrów Władysław Cholewa.

- Wciąż przeszkadzali - twierdzi Karelus. - Zablokowali drogę tym, którzy zawracali po złożeniu wieńców.

Kwiaty składał m.in. poseł PO Arkadiusz Litwiński. - Nikt nikogo nie blokował - twierdzi polityk.

Kiedy wydawało się, że uroczystość spokojnie dobiegnie końca, Anatol Tyszkiewicz z podartym transparentem i wykręconymi rękoma wylądował na ziemi, po której został kilka metrów przeciągnięty.

- Dopadło go czterech czy pięciu facetów wyglądających na kulturystów - opisuje poseł Litwiński, który stał tuż obok.

Jak się okazało, "kulturystami" byli policjanci po cywilnemu.

- Od straży miejskiej otrzymaliśmy informację, że pod pomnikiem są osoby, które zakłócają uroczystość i nie słuchają poleceń strażników - mówi nadkomisarz Danuta Zawłocka, rzecznik świnoujskiej policji.

- Co takiego robiły?

- Swoim zachowaniem wyczerpały znamiona wykroczenia polegającego na zakłóceniu porządku publicznego - wyjaśnia oficjalnym tonem nadkomisarz Zawłocka. O szczegółach nie chciała mówić.

- Staliśmy spokojnie, nic nawet nie mówiliśmy - dziwi się Anatol Tyszkiewicz.

Interwencja policji zdumiała posła Litwińskiego.

- Po co to wszystko było, skoro uroczystość już się kończyła? - pyta poseł. - Policja postąpiła nadgorliwie, użyła środków nieadekwatnych do sytuacji. Coś takiego widziałem ostatnio w relacjach z Białorusi.

Tyszkiewiczów policja zabrała na komisariat. Spisano ich dane i puszczono. Na razie nie mają postawionych zarzutów. Co na to wszystko prezydent Żmurkiewicz?

- Nic, bo z przyczyn osobistych nawet nie było go tego dnia w Świnoujściu - mówi Karelus.

środa, 19 kwietnia 2006
Raport o torturach w Polsce

źródło: INTERIA.PL [19.04.06]

Helsińska Fundacja Praw Człowieka od 2001 r. badała sprawę stosowania tortur w Polsce, idąc tropem trafiających do niej skarg i próbując odnaleźć informacje w danych służby więziennej, szpitali psychiatrycznych i policji. Wyniki opublikowano w najnowszym raporcie.

Nie sposób stwierdzić, ile przypadków takich czynów trafiło do prokuratur i sądów, ponieważ polski kodeks karny nie zawiera odpowiedniego przestępstwa, pisze "Gazeta Wyborcza".

Wytknął nam to już w 2000 r. ONZ-owski Komitet przeciwko Torturom. Od tamtego czasu prawo karne nowelizowano wielokrotnie, ale przestępstwa tortur i okrutnego albo poniżającego traktowania lub karania w nim nie umieszczono. Dzięki temu ze statystyk wynika, że takich czynów nie ma.

Analiza skarg, jakie docierają do Fundacji od 2001 r., wskazuje, że najczęściej czynów, które można określić jako tortury lub poniżające traktowanie czy karanie, dopuszczają się policjanci. Na 46 skarg na pobicia aż 41 dotyczyło policji, służby więziennej pozostałe pięć. Poniżające traktowanie: na 23 skargi 18 dotyczyło policji, pięć personelu szpitali psychiatrycznych.

Dane Centralnego Zarządu Służby Więziennej wskazują, że w wewnętrznym postępowaniu za uzasadnione uznawane jest tylko ok. 2 proc. skarg więźniów na zachowanie funkcjonariuszy (np. w 2004 r. uzasadnione było 308 z blisko 14 tys. skarg).

Chociaż w raporcie nie stwierdza się stosowania w Polsce tortur, to są sytuacje, które można określić jako poniżające lub nieludzkie traktowanie lub karanie. Sprzyja im przeludnienie w więzieniach.

Przeludnienie więzień (siedzi ok. 15,5 tys. więźniów więcej niż jest miejsc) zostało "zalegalizowane" rozporządzeniem ministra sprawiedliwości z 2000 r. To rozporządzenie zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego poprzedni rzecznik praw obywatelskich. W środę Trybunał rozpatrzy tę skargę.

wtorek, 18 kwietnia 2006
Spoliczkował nieletnich - sprawę umorzono

źródło: ONET.PL [18.04.06]

Sąd w Kaliszu umorzył we wtorek warunkowo na okres dwóch lat postępowanie wobec policjanta, któremu zarzucono spoliczkowanie dwóch chłopców. Funkcjonariusz został zobowiązany do wpłacenia 800 złotych na rzecz jednego z domów dziecka - poinformowała PAP pełnomocniczka sądu okręgowego ds. kontaktów z mediami Anna Miklas.

Do zdarzenia doszło w budynku miejscowej komendy policji w połowie września ub. roku, a o pobiciu chłopców zawiadomiły prokuraturę ich matki. Funkcjonariusz był po cywilnemu i po służbie. Prokuratura zarzuciła mu stosowanie przemocy i dwukrotne uderzenie w twarz dwóch nieletnich. Już w trakcie postępowania policjant został zawieszony w wykonywaniu obowiązków służbowych.

W śledztwie ustalono, że policjant zachowywał się agresywnie z powodu wcześniejszego pobicia przez nieznanych sprawców jego syna. "Podejrzany chciał zmusić pokrzywdzonych do podania nazwiska sprawcy pobicia syna, którego oni nie znali" - poinformował w styczniu PAP Prokurator Rejonowy w Kaliszu Maciej Antczak.

Oskarżony nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów, ale prokuratura uznała jego zeznania za niewiarygodne i zdecydowała o sformułowaniu aktu oskarżenia. Zdaniem Antczaka, zachowanie policjanta na komendzie musiało mieć "ciche przyzwolenie innych osób, znajdujących się w budynku komendy".

Pobity przez policjantów?

źródło: INTERIA.PL [18.04.06]

Wstrząśnienie pnia mózgu, krwiaki na twarzy i plecach - to dla 21-latka z Gdańska efekt jego policyjnego zatrzymania. Sprawę wyjaśnia wydział spraw wewnętrznych pomorskiej policji.

Sebastian Kubaj został zatrzymany w nocy z niedzieli na poniedziałek. Pijany siedział na krawężniku. Twierdzi, że wtedy policjanci pobili go po raz pierwszy. Drugi raz - jak mówi - zrobili to już na komendzie.

- Bili mnie po twarzy, po nerkach. Rozkuli mnie, na komisariacie jest taki długi korytarz, tam próbowali mnie kopać, ja uciekałem cały czas, bo mówili, że będą ze mną walczyli - opowiada Sebastian.

Twierdzi, że policjanci, którzy go pobili, posługiwali się pseudonimami "Andre" i `Masa". Mówili też, że są z oddziału "Niemca", znanej z brutalności policyjnej grupy. Kilku funkcjonariuszy z tej grupy ma już prokuratorskie zarzuty.

Z kolei policjanci, którzy zatrzymywali 21-latka, twierdzą, że rzadko spotykają tak agresywne osoby.

Sprawą zajął się wydział spraw wewnętrznych Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Jeżeli było tak, jak mówi zatrzymany, to na pewno policjanci zostaną surowo ukarani - zapewnia RMF Adam Atliński z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Sprawą zajmie się też prokuratura.

---

onet.pl | rmf fm

czwartek, 23 marca 2006
Kopniaki od policjantów?

źródło: INTERIA.PL [23.03.06]

Przez niemal dwie godziny nietrzeźwy kierowca z pękniętym pęcherzem moczowym leżał na posterunku skuty kajdankami; dopiero po tym czasie policjanci zdecydowali się wezwać pogotowie.

Z komisariatu trafił prosto na stół operacyjny, pisze "Gazeta Krakowska". Kto doprowadził mieszkańca gminy Myślenice do takiego stanu? Zdaniem Prokuratury Rejonowej w Chrzanowie, winni są dwaj policjanci z myślenickiej komendy. Jak informuje dziennik akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął już do sądu.

Był kwadrans przed czwartą - relacjonuje gazeta - gdy patrol drogówki zatrzymał kierowcę golfa. Funkcjonariusze podejrzewali, że może być pijany. Kierowca był już karany za jazdę w stanie nietrzeźwym. Badanie alkomatem przeprowadzone w myślenickiej Komendzie Policji nie powiodło się z powodu awarii urządzenia.

Policjanci szukali innego alkomatu. W końcu udało się. Wynik brzmiał: półtora promila. Kierowca nie chciał jednak podpisać protokołu użycia alkomatu. "Było ciemno. Nie widziałem, co mam podpisać" - tłumaczył potem w prokuraturze. To właśnie miało rozwścieczyć policjantów.

Jak twierdzi poszkodowany kierowca policjanci zaczęli go popychać, bić i kopać. Skuli go kajdankami i zostawili leżącego na ziemi.

Ok. godz. 5 rano przyjechał następny patrol z alkomatem. Pokrzywdzony nie pamięta, czy wówczas ponownie poddano go badaniu. Pamięta natomiast, że zwijał się z bólu i prosił, by wezwano lekarza. "Nie świruj" - usłyszał. W końcu policjanci wezwali pogotowie. Mężczyzna, ze względu na ciężki stan, trafił prosto na stół operacyjny.

Policjanci nie przyznają się do winy. Twierdzą, że mężczyzna był agresywny i chciał się samookaleczyć uderzając o szafki. Z tego powodu musieli zastosować tzw. środki przymusu.

"Z opinii biegłego wynika, że obrażenia pokrzywdzonego zagrażały jego życiu. Powstały od uderzeń twardym, tępym narzędziem. Mogły być skutkiem kopniaków" - mówi dziennikowi prokurator Małgorzata Tyżuk.

Jak podaje "Gazeta Krakowska" policjantów Leszka T. i Zbigniewa B. oskarżono o pobicie, powodujące ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz przekroczenie uprawnień. Trzeci policjant - Mieczysław K., który podpisał protokół z badania alkomatem, odpowiada za poświadczenie nieprawdy.

 
1 , 2 , 3
Smosarski.pl - dość represji za działalność społeczną!

Popieram Anarchizm

Innovation delivered